Problemy zdrowotne i organizacyjne
Jednym z głównych krytyków systemu jest Artur Burak, lekarz medycyny pracy, który zwraca uwagę na kwestie higieny.
- Zbliża się do nas dużymi krokami lato. Jeśli będzie gorąco, to proszę pamiętać, że te wszystkie opakowania mają w sobie resztki bardzo często słodkich napojów. To jest doskonała pożywka dla bakterii - mówił.
Jak podkreślał, problem dotyczy szczególnie sklepów, które nie posiadają butelkomatów i przyjmują opakowania ręcznie.
- Te osoby, przedstawiciele sklepu, sprzedawcy dotykają tych butelek. (…) Ta osoba, która odbiera butelki, za chwilę siada za kasę i musi prowadzić normalną sprzedaż- zaznaczył.
Jego zdaniem może to prowadzić do realnych zagrożeń dla zdrowia klientów, zwłaszcza w okresie letnim.
- To jest bardzo zły, niehigieniczny pomysł, tego typu rozwiązanie - podsumował.
Koszty dla mieszkańców i sklepów
Kolejnym problemem, na który zwracano uwagę podczas konferencji, są koszty wprowadzenia systemu.
- Muszą zapłacić więcej za napoje, od 50 groszy do złotówki. Na taką najmniejszą komórkę społeczną, jaką jest rodzina dwuosobowa, to jest dodatkowy koszt roczny rzędu kilkuset złotych - mówił Artur Burak.
Obciążenia dotyczą także przedsiębiorców. Zakup butelkomatu to - jak podkreślano - wydatek od kilkudziesięciu do nawet 80 tysięcy złotych.
„To się nie zwróci”
O problemach z perspektywy biznesu mówił również Janusz Stępień z Ruchu Narodowego w Stalowej Woli.
- Dziś rozmawiałem z jednym panem przedsiębiorcą, który ma sklep, zakupił butelkomat za 70 tysięcy - relacjonował.
Jak dodał, przy obecnych zasadach systemu inwestycja może się nie opłacać.
- Z 50 groszy po odliczeniu plomb i worków (…) wyjdzie mu z butelki 7 groszy. To mu się nie zwróci - mówił.
Zwrócił też uwagę na problemy techniczne, które mogą utrudniać korzystanie z butelkomatów.
- Jeśli są jakieś problemy z systemem, z internetem, to to jest problem z oddaniem tej butelki - podkreślił.

Straty dla gospodarki komunalnej
Podczas konferencji pojawił się także wątek strat dla miejskich spółek zajmujących się gospodarką odpadami.
Według uczestników spotkania, odebranie im możliwości sprzedaży surowców wtórnych może przełożyć się na wyższe opłaty za wywóz śmieci.
- MZK też musi się bilansować na zero, więc co? Będzie podwyżka kosztów wywózki śmieci. No my wszyscy się złożymy na ten pomysł - mówił Artur Burak.
Jakie rozwiązania?
Uczestnicy konferencji podkreślali, że system w obecnym kształcie wymaga zmian na poziomie ustawowym.
- Na poziomie lokalnym nie mamy szansy zmienić ustawy. Jedynym rozwiązaniem jest zmiana władzy i modyfikacja tego systemu - stwierdził Artur Burak.
Wśród alternatyw wskazywano m.in. większą liczbę koszy na odpady, rozwój punktów selektywnej zbiórki oraz powrót do bardziej ograniczonych modeli znanych z innych krajów.
- Być może powinniśmy w tę stronę pójść i ten system na tyle zmodyfikować, żeby te wszystkie niebezpieczeństwa i koszty maksymalnie ograniczyć - dodał.
Spór, który dopiero się zaczyna
Choć system kaucyjny funkcjonuje od niedawna, już teraz budzi duże emocje. Zdaniem uczestników konferencji, jego realne skutki - zwłaszcza w okresie letnim - dopiero będą widoczne.
- Nie odczuliśmy tego w ubiegłym roku, bo system wszedł w październiku. Być może zaczną wychodzić kwestie związane z tym, że to będzie leżało w upale - mówił Artur Burak.
Dyskusja wokół systemu kaucyjnego w Stalowej Woli pokazuje, że temat ten może w najbliższych miesiącach powracać - zarówno w debacie lokalnej, jak i ogólnopolskiej.

Komentarze