Rozwadowski Targ Staroci jest bodajże najbardziej znanym elementem dużego projektu rewitalizacji miasteczka z czterowiekową historią. Do dobrego łatwo się człowiek przyzwyczaja i wielu już nie pamięta wykopów na rynku, które nie tak dawno zakrył elegancki bruk. Dziś raz w miesiącu zaścielany jest wszystkim, co ma jakąś historię, choćby nawet ta historia zamykała się w kilku nawet dniach istnienia. Bo największą zaletą Rozwadowskiego Targu jest jego nieregulaminowość.
Pchli targ na Rozwadowskim Rynku ma tylko dwie reguły. Pierwsza to ta, że jest organizowany w co trzecią niedzielę miesiąca. Druga to non profit ze strony miasta. Organizatorzy RTS nie pobierają opłat targowych od handlujących i oby ta szczodrość trwała jak najdłużej. Bo przecież nie o handlowy zysk tu chodzi, ale o samo spotkanie zbieraczy wszystkiego, co ma duszę. W pierwszych edycjach RTS można było trafić na perełki, których żadna galeria by się nie powstydziła. Teraz jest ich mniej, bo społeczeństwo się wzbogaciło i antyki z certyfikatem sprzedają się zanim trafią na jakąkolwiek ladę.
Rozwadów nie potrzebuje już Kossaków czy Grottgerów, bo ma już swój klimat retro i prędzej tu przyjedzie poszukiwacz starej śruby, korby czy podkowy, niż marszand wynajęty przez nowobogackiego. Tu dobrze się sprzedają nie całkiem stare poroża, jak woda idą czarne winyle, właścicieli często zmieniają medale z epok minionych i koraliki, bo moda na ich nanizanie ciągle trwa. Z targowania zadowoleni wyjeżdżają sprzedawcy miodu, lodów i cukierków. I tak przez kilka godzin rynek jest rozdeptywany przez tysiące stóp, a sznur samochodów ciągnie się aż hen po Charzewicki Park. A potem Rozwadów cichnie i szykuje się do następnego targowania, bo w takich cyklach życie w przyszytej do Stalowej Woli dzielnicy się ostatnio liczy.
Komentarze