Tradycję bożonarodzeniowych szopek zapoczątkował Św. Franciszek urządzając pierwszą z nich w pustelni we włoskim Greccio. Było to w roku 1223. Polska potrzebowała 500 lat, by wzorem włoskiej franciszkanie postawili u nas szopkę. I przyjęło się na tyle, że teraz nie wyobrażamy sobie Bożego Narodzenia bez szopki. Stalowowolanie hołdują tradycji. Tak zawsze było w konkatedrze i tak jest w tym roku. Inne kościoły też postawiły na skromność. W kościele pw. Św. Jana Pawła II nie ma za dużo miejsca na artystyczne przestrzenie i szopkowa klasyka jest w nim koniecznością. W bocznej nawie kościoła Źródła Miłosierdzia Bożego jest podobnie. Od tradycji umiaru w budowaniu szopek odbiegają od kilku lat michalici. W kościele Trójcy Przenajświętszej jest największa szopka w Stalowej Woli i do tego ruchoma.
Choć wszystkie szopki są różne, każda spełnia swoją uniwersalną rolę przekazu Ewangelii w formie zrozumiałej dla dzieci i dorosłych. W każdej mały Jezus leży w żłobie, symbolizując ubóstwo. Józef i Maryja to rodzina posłuszna Bogu. Nie może też zabraknąć zwierząt, przez które widzimy pokorę i bliskość natury. Reszta jest już wyobraźnią twórców.
Św. Franciszek zrobił szopkę, jaką znamy do dziś, ale to cesarzowa Helena nakazała w 330 r. postawić marmurowy żłobek w grocie betlejemskiej, przy którym z czasem stanęły rzeźby Św. Rodziny. W Polsce od 1927 r. organizowany jest konkurs na najładniejszą szopkę w Krakowie. Szopki budowane są na wszystkich kontynentach. Najbardziej znana ruchoma szopka stoi w czeskim mieście Jindrichur Hradec. Była budowana przez 60 lat, ale 1,4 tys. figur w ruchu dały jej miejsce w Księdze Rekordów Guinnessa. W tejże księdze znalazła się też rekordowa gabarytowa szopka w hiszpańskim Alicante. To już jest szopkowy gigant, bo zajmuje 180 tys. m kw. Powierzchni, a największa z figur (Św. Józef) ma 17 m wysokości. Mała czy duża, choć na różne sposoby spełnia swoją rolę i łączy pokolenia.
Komentarze