W sklepach szkolne rzeczy są już oczywiście od dawna. Prawdę mówiąc to w dużych marketach na wyeksponowanych miejscach pojawiły się już w połowie lipca. Trudno więc ich nie zauważyć. Kolorowe plecaki, piórniki, zeszyty z bohaterami bajek, kredki, mazaki i cała reszta. Dziecko wchodzi po jedną rzecz, a po pięciu minutach okazuje się, że koniecznie potrzebuje jeszcze czterech.
Tylko czy rzeczywiście trzeba kupić wszystko od razu?
Najpierw warto sprawdzić, co zostało z poprzedniego roku
To może nie jest najbardziej ekscytująca część przygotowań do szkoły, ale często pozwala trochę ograniczyć wydatki.
W szufladach i szafkach potrafią kryć się prawdziwe skarby. Pół opakowania kredek, kilka ołówków, nieużywany blok, farby, klej, a czasem nawet zeszyty, które zostały z poprzedniego roku.
Zanim więc powstanie długa lista zakupów, dobrze po prostu zrobić przegląd tego, co już mamy.
Z plecakiem podobnie. Jeżeli poprzedni nadal jest w dobrym stanie, nie ma obowiązku wymiany tylko dlatego, że zaczyna się kolejny rok. Chociaż wiadomo, że czasami argument „przecież ten jest jeszcze dobry” przegrywa z dziecięcym „ale wszyscy będą mieli nowe”.
Lista ze szkoły może sporo ułatwić
Szczególnie rodzice pierwszoklasistów mogą mieć na początku sporo pytań. Co kupić? Ile zeszytów? Jakie przybory? Czy potrzebne będą farby, plastelina, blok techniczny?
Najbezpieczniej poczekać na informacje ze szkoły. Nie ma większego sensu kupować na zapas rzeczy, które być może w ogóle się nie przydadzą.
W starszych klasach jest trochę łatwiej, bo rodzice i uczniowie zwykle już wiedzą, czego się spodziewać. Chociaż i tutaj potrafi się znaleźć przedmiot, o którym przypominamy sobie dopiero wtedy, kiedy nauczyciel wpisze go do wiadomości.
A potem zaczyna się wybieranie piórnika
To chyba moment, w którym zakupy przestają być wyłącznie sprawą rodziców.
Dorosły zazwyczaj szuka czegoś, co jest wygodne i po prostu się nie rozpadnie po dwóch miesiącach. Dziecko ma zupełnie inne kryteria. Piórnik powinien być fajny. Najlepiej bardzo fajny.
I trudno się dziwić. Skoro dziecko ma codziennie nosić te rzeczy do szkoły, dobrze, żeby przynajmniej część z nich naprawdę mu się podobała.
Nie wszystko musi być więc wybierane według zasady „najbardziej praktyczne”. Czasami można po prostu pozwolić dziecku wybrać zeszyt czy piórnik. To przecież nie jest decyzja na całe życie.
Nie trzeba robić wielkich zakupów w jeden dzień
Szkolna wyprawka potrafi uzbierać całkiem sporą kwotę. I nawet jeśli pojedyncze rzeczy nie wydają się drogie, po wrzuceniu wszystkiego do koszyka robi się już mniej przyjemnie.
Dlatego część zakupów można rozłożyć w czasie. Najpierw rzeczy, które na pewno będą potrzebne od początku roku. Później można dokupić pozostałe.
To szczególnie ma sens w przypadku artykułów plastycznych. Nie trzeba mieć w domu zapasu kleju, który wystarczyłby całej klasie. Jeśli okaże się, że czegoś brakuje, zawsze można to później dokupić.
Najważniejsze, żeby nie zwariować
Przygotowania do szkoły mają to do siebie, że łatwo w nich przesadzić. Reklamy przekonują nas, że potrzebny jest konkretny plecak, najlepszy piórnik, specjalne kredki i jeszcze kilka rzeczy, bez których szkolne życie podobno będzie trudniejsze.
A przecież dzieci chodzą do szkoły z dużo prostszym zestawem.
Plecak, zeszyty, podstawowe przybory i rzeczy wskazane przez nauczycieli. Reszta wyjdzie "w praniu".
I chyba dobrze zostawić sobie trochę luzu. Jeśli okaże się, że 1 września brakuje jednego zeszytu albo kleju, świat się nie skończy. Rok szkolny ma przed sobą kilka miesięcy, a nie jedną godzinę lekcyjną.
Na razie jest jeszcze sierpień. Można więc spokojnie zrobić listę, zajrzeć do szuflad i dopiero potem ruszyć na zakupy.
W końcu wakacje jeszcze trwają.
Komentarze