0.0 / 5
31 października 2025

Śmierć w kolorze Sapanta Blue

Śmierć nie zawsze jest samą rozpaczą. Są miejsca, gdzie przechodzi się nad śmiercią do codzienności, kpiąc prosto w jej jasnogranatowe oczy. Tak jest w rumuńskiej Sapancie, gdzie według naszego wyobrażenia świat żywych i zmarłych został wywrócony do góry nogami.

REKLAMA

Wszystko za sprawą miejscowego cieśli Stana Ioana Patrasa. Dziewięć dekad temu został on poproszony o zrobienie nagrobka tragicznie zmarłemu mężczyźnie. Zrobił najlepiej, jak umiał, a umiał po ludowemu i rumuńsku. W desce wyrył podobiznę zmarłego i dodał od siebie stosowne epitafium. Spodobało się nie tylko rodzinie zmarłego, bo Patras dostał kolejne zlecenia. W swoim życiu wyrzeźbił kilkaset nagrobków, które złożyły się na Cimitirul Vesel, po naszemu Wesoły Cmentarz.

Rumun śmierci się nie boi

Sapanta leży wysoko w rumuńskich Karpatach. Żywioły nie szczędziły miejscowych, którzy z wiekami stali się hardzi i jak mówią, ze śmiercią zaczęli się brać za bary. Bo Rumun śmierci się nie boi, on się z nią siłuje, a już jak przegra to potrafi z niej kpić. Pokazał to Patras misternie rzeźbiąc swoje krucyfiksy. Niby każdy jest podobny, ale jakże inny. Inny być musi, bo żywot każdego zmarłego był inny. Krzyże nagrobne na Wesołym Cmentarzu są zawsze barwione na jasnogranatowo, która to barwa doczekała się swojej nazwy albastru din Sapanta. Bo kolor niebieski, to nadzieja i wolność. Sapanta Blue dominuje, ale z nagrobków przebija się soczysta czerwień (pasja, namiętność), kolor żółty (słońce, urodzaj), gołębia biel (czystość duszy) i oczywiście czerń (śmierć, zazdrość).

Tu nie ma miejsca na patos

Jak na każdym cmentarzu, tak i na Cimitirul Vesel nauczyciel spoczywa obok ślusarza, polityk sąsiaduje z biedakiem, a urzędnik ma za towarzyszkę niewiastę o nieciężkich obyczajach. Nieduża nekropolia w rumuńskiej wsi różni się od innych cmentarzy tym, że groby nie skrywają prawdziwych życiorysów wiecznie spoczywających. Ich żywoty są wyrzeźbione i opisane. Tu nie ma patosu, bo to wieś, a we wsi wszyscy o wszystkich i tak wszystko wiedzą. Spotkamy więc nauczycielkę, która mówi, że za życia dała z siebie uczniom tyle wiedzy, ile tylko mogła. Gdzieś nieopodal spoczywa pijaczyna, którego rodzina się wyrzekła, a on sam dopiero zza grobu przyznaje, że gdyby nie wódka żyłby dłużej. Jest i samochód, który rozjeżdża dziecko. I kilka setek innych płaskorzeźb. Jedne podsumowują życie nieboszczyka, inne sytuację, w której przeniósł się w zaświaty. Wszystko jest opisane w stylu zapoczątkowanym przez Patrasa, z odrobiną drwiny ze śmierci, z dystansem do życia doczesnego i czasami z rymem, który nasi nazwaliby częstochowskim.

Wyznania zza grobu

W Sapancie zmarły opowiada o sobie w pierwszej osobie. „Gdy prowadziłem swe auto byłem w poważnych kłopotach i zakończyłem swe życie we wsi Sarasan. Tam dopadł mnie zły los, gdy wpadłem w poślizg i uderzyłem w drzewo kończąc nagle swój żywot” – opisuje swoje ostatnie chwile na naszym świecie 20-letni Mihaju. Pasją George Basului było masarstwo. „Jak długo żyłem, poświęcałem wiele owiec, aby przygotować dobre mięso. Dobre mięso to nie kłamstwo, można się nim najeść jak król. Dawałem wam najtłustsze mięso, którym mogliście się nacieszyć” – wyznaje masarz zmarły w 49. wiośnie swojego ziemskiego życia. Pewna zmarła niewiasta została wyrzeźbiona w negliżu, ale z epitafium dowiadujemy się, że nie żałuje tego, co robiła w Sapancie i okolicach. Pewnego jegomościa Patras wyrzeźbił z butelką w ręce. No bo jakże inaczej miał dłuto poprowadzić, skoro sam zmarły mówi: „Tuica (rumuńska wódka) to czysta trucizna, która przynosi tylko łzy i ból. /…/ Tak swoją butelkę kochałem, że z nią w ręce umierałem”.

Jedyny taki na świecie

W Rumunii, a tym bardziej na zielonych połoninach tamtejszych Karpat, nie obchodzi się naszego Święta Zmarłych. Groby tych, co odeszli są jednak regularnie odwiedzane. Rodziny umawiają się na jakiś ważny dzień, po mszy spotykają się nad grobem i dzielą przyniesionymi potrawami. I choć wiedzą wszystko o ich bliskim zmarłym, czytają od nowa epitafia, bo ich przybywa. Przybywa też odwiedzających Cimitirul Vesel, bo ten zasłynął na świecie gdy ćwierć wieku temu został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Przyjeżdżają głównie po to, by zrozumieć, że życie nawet po dramatycznej śmierci warto wspomnieć z uśmiechem.

Oceń artykuł: 
Aktualna ocena:  0.0

Udostępnij artykuł:

Oceń artykuł: 
Aktualna ocena:  0.0

Komentarze

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Wpisz nazwę użytkownika
Wpisz treść wiadomości
REKLAMA
logo logo

Sztafeta w nowej odsłonie – szybkie newsy, lokalne historie i wszystko, czym żyje Stalowa. Zawsze na bieżąco, zawsze po sąsiedzku.

Mieięcznik Sztafeta

Dołącz do stałych czytelników

Kliknij i dowiedz się jak możesz zamówić stałą prenumeratę naszej gazety!

Zamów prenumeratę

Wydawnictwo Sztafeta Sp. z o.o.

Al. Jana Pawła II 25A/1010
37-450 Stalowa Wola

15 810 94 00 (Redakcja)

redakcja@sztafeta.pl

Twój koszyk

{{ formatPrice(item.price) }} zł
Suma: {{cart.total}} {{cart.currency=='PLN'?'zł':''}}
Realizuj zamówienie
Nie masz żadnych produktów w koszyku. Przejdź do sklepu