Na przegranej dotychczas pozycji stoi 77-letni mieszkaniec tej nadsańskiej wsi. Jest właścicielem niedużego poletka, na którym zasadził ziemniaki. Ot tyle, by na własne potrzeby ich wystarczyło. Jego ziemiopłodami zainteresowały się jednak dziki i co raz uszczuplają wyrosłe sadzeniaki. W Skowierzynie jest koło łowieckie, a właściciel poletka z ziemniakami zna myśliwych.
- Chodzę i mówię im, żeby coś z dzikami zrobili, bo mają na to sposoby, a oni każą mi podania pisać i czekać. Jak tak dale pójdzie, to do jesieni ani jednego ziemniaka nie będę miał – żali się rolnik.
Trudno się starszemu panu dziwić, ale bez pisma się nie obejdzie. Rozwiązania problemu szukaliśmy w Zarządzie Okręgu PZŁ w Tarnobrzegu gdzie dowiedzieliśmy się, że takie są procedury i nie ma od nich żadnych odstępstw. Właściciel pola, na które dziki „weszły w szkodę” musi tę szkodę opisać, najlepiej na specjalnym druku i takie pismo wysłać listem poleconym, do właściwego koła łowieckiego, bądź dostarczyć je osobiście. O szkodzie może tez powiadomić gminę, ale też w ten sam pisemny sposób. W ciągu do 7 dni od przyjęcia zawiadomienia, u zawiadamiającego pojawi się ktoś z koła łowieckiego i powiadomi go o podjętych krokach. Na pewno nie będzie odstrzału intruzów na jego polu, bowiem w pobliżu zabudowań polować nie wolno.
Problem z dzikami jest stary jak apetyt dzików na ziemniaki. Rolnicy stoją tu zawsze na straconej pozycji, chyba że pola ogrodzą. Jest to jednak rozwiązanie tak drogie, że mało kto na nie się decyduje. Nasz czytelnik też dostał taką propozycję od myśliwych, ale jak to określił „za kilka worków ziemniaków, które zbierze, ogrodzenia nie kupi”.
Komentarze