Po pięciu miesiącach od wypadku, spycharkę wydobyto na brzeg. Fot. Muzeum Nurkowania w Warszawie
3.4 / 5
13 lutego 2026

Po 47 latach od dramatu nad Soliną. Zdjęcia zatopionej spycharki

Tak wyglądała spycharka TD-25C, którą w lipcu 1979 r. wyciągnięto z 42-metrowej głębiny Zalewu Solińskiego. 2 lutego 1979 r. maszyna ta wjechała tyłem na lód Zalewu i zatonęła, a życie straciło dwóch operatorów z Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Maszyn Ziemnych i Transportowych w Stalowej Woli. Do bezpowrotnie zaginionych – wydawać się mogło – zdjęć wydobytej maszyny, dotarliśmy 12 lutego 2026 r., już po ukazaniu się najnowszego numeru „Sztafety”, w którym przypomnieliśmy ten dramat sprzed 47 lat.

REKLAMA

W miesięczniku zamieściliśmy też wywiad z 83-letnim dziś komandorem Bogdanem Konieczką, wówczas dowódcą 41. Dywizjonu Okrętów Ratowniczych Marynarki Wojennej, którego nurkowie poszukiwali zatopionej spycharki i ciał jej dwóch operatorów.

To komandor jako pierwszy był przy zatopionej maszynie, której położenie zdradziła niewielka plama oleju na powierzchni Zalewu.

Dramat opisany po latach

Wypadek ten w lutym 1979 r. poruszył Stalową Wolę, choć nie informowały o nim żadne ówczesne media. Po mieście krążyły najróżniejsze opowieści, nawet tak absurdalne, że spycharka wpadła do wody z... korony zapory w Solinie.

Szeroko o tym wypadku, jako pierwszy, w styczniu 2021 r., w formie osobistej relacji, napisał na łamach „Sztafety” uczestnik akcji poszukiwawczej nad Soliną, mgr inż. Marek Pietrzykowski, w lutym 1979 r. świeżo upieczony pracownik OBRMZiT. Miał uprawienia nurka i dwa razy schodził wtedy pod wodę, a raz był nawet przy zatopionej maszynie.

To po jego dwóch publikacjach, postanowiłem wrócić do tej tragicznej historii, i w trzech kolejnych tekstach, w lutym 2021 r. przedstawiłem swoje ustalenia: rozmawiałem m.in. ze specjalistami i operatorami maszyn budowlanych; pracownikami OBRMZiT, którzy byli nad Zalewem Solińskim zaraz po wypadku i rozmawiali z jego naocznymi świadkami; wysłuchałem także relacji niektórych członków komisji, badającej wyciągniętą spycharkę. Wykluczali możliwość awarii maszyny, mniej lub bardziej wyraźnie wskazując na błąd operatora. Konkluzja o błędzie operatora znalazła się także w powypadkowym protokole komisji.

Z kolei brat młodszego z operatorów twierdził, że w spycharce, podczas feralnego nawrotu doszło do awarii skrzyni biegów, co było przyczyną zjechania maszyny na lód i w efekcie zatonięcia. Co więcej – uważał, że awarię tę zatajono w powypadkowych badaniach spycharki.

Zagadkowa sprawa

Przedstawiłem też ustalenia prokuratury w Lesku, która w październiku 1979 r. umorzyła śledztwo w sprawie tego wypadku, stwierdzając jednak, że choć maszyna była sprawna, to nie można było przyjąć, że wina leżała po stronie operatora.

Prokuratura ustaliła również, że dzień przed wypadkiem spycharka przeszła przegląd przeprowadzony przez przybyłego ze Stalowej Woli technologa z OBRMZiT (z udziałem obu operatorów), że dokonano wtedy wymiany oleju i regulacji hamulców oraz prób pracy spycharki, a próby te wypadły pomyślnie.

– To rzeczywiście zagadkowa sprawa. Było ich w kabinie dwóch, Mieli sporo czasu i kilka możliwości zatrzymania spycharki. Nie wiadomo, co tam się wydarzyło, zabrali tę tajemnicę do grobu – tak mówił „Sztafecie” w lutym 2021 r. Marek Mączka, operator maszyn budowlanych, wieloletni pracownik OBRMZiT.

Jeden z ostatnich nawrotów

Przypomnijmy więc, że wypożyczona przez OBRMZiT spycharka pracowała na krańcu cypla, w sąsiedztwie budowanego tuż nad Zalewem Solińskim Wojskowego Ośrodka Wypoczynkowego Jawor.

Maszyna podjeżdżała tyłem do brzegu, skutego wtedy przez lód Zalewu, a następnie ruszała do przodu, zgarniając lemieszem ziemię na wielka pryzmę.

W piątek, 2 lutego 1979 r., ok. godz. 13, podczas wykonywania jednego z ostatnich tego dnia nawrotów, spycharka nie zatrzymała się jednak na brzegu, wjechała na lód, złamał go i zatonęła. W kabinie było dwóch operatorów: 22-latek z Kłyżowa w gminie Pysznica i 27-latek z Bystrego w gminie Krzeszów (to on kierował wtedy spycharką). Ciało młodszego odnaleziono po miesiącu od wypadku, ciało starszego wody Zalewu oddały dopiero po 8 latach.

Nad lemieszem spycharki, na osłonie silnika, da się przeczytać napis: Huta Stalowa Wola. Z prawej strony jeden z obiektów Wojskowego Ośrodka Wypoczynkowego Jawor. Fot. Muzeum Nurkowania w Warszawie

Lina pękła przy holowaniu

Spycharkę wydobyto na brzeg w lipcu 1979 r., podnosząc ją na stalowych linach ręcznymi wyciągarkami z głębokości 42 metrów, gdzie zatrzymała się na podwodnym stoku (w tym miejscu, przed wybudowaniem zapory w Solinie, było stare koryto Sanu).

Maszynę podniesiono tuż pod specjalną platformę, zbudowaną z pontonów saperskich, jakich wojsko używa do budowy przepraw mostowych, z „kwadratowym przeręblem w środku” – jak to określił komandor Konieczka. 32-tonowa spycharka „wisiała” na linach właśnie pod owym „przeręblem”. Po częściowym przyholowaniu do brzegu została odwrócona, tyłem do brzegu cypla (razem z całą platformą). Nie chciano tego robić daleko od brzegu, bo w przypadku zerwania lin, spycharka znów utonęłaby w głębinie Zalewu.

Następnie, cały ten „zestaw” doholował do brzegu Wóz Zabezpieczenia Technicznego. Według relacji komandora Konieczki, pękła wtedy jedna z lin holujących, którą wymieniono.

Pękła, ale w innych okolicznościach

Marek Pietrzykowski przedstawia jednak „Sztafecie” inną wersję.

– Lina pękła wcześniej, podczas próby bezpośredniego wyciągnięcia spycharki na brzeg, bez użycia pontonowej platformy. To nie mogło się udać. Nie robili tego nurkowie komandora. Za holowanie do brzegu odpowiadali żołnierze z innej jednostki wojskowej, z obsługi Wozu Zabezpieczenia Technicznego. Ta próba była skazana na niepowodzenie, gdyż lina tego wozu nie mogła wytrzymać takiego obciążenia. Spycharka tkwiła przecież w mule, z opuszczonym lemieszem, przyparta do podwodnego stoku, po którym przebyła około 100 metrów. Przewidując, że może dojść do pęknięcia liny, wygoniłem biorących udział w akcji żołnierzy i gapiów na taras budowanego nieopodal domu wypoczynkowego, używając „koszarowego” słownictwa, bo inne wyrażenia i tłumaczenie, czym to grozi, niestety, nie skutkowały. Byliśmy więc w bezpiecznej odległości, a na miejscu pozostał tylko operator wozu, schowany pod pancerzem. I gdy staliśmy na tarasie, lina wyciągarki „strzeliła” – opowiada „Sztafecie”.

Co zniszczyło kabinę

Marek Pietrzykowski wyjaśnia też, dlaczego kabina wyciągniętej spycharki była tak zdeformowana i pochylona do przodu. Maszyna osiadła przecież na podwodnym stoku, praktycznie bez żadnych uszkodzeń w konstrukcji. Ba, pracownikom OBRMZiT zależało, by wydobyć ją w możliwie nienaruszonym stanie.

Skąd więc wzięły się te zniszczenia kabiny?

– Z pośpiechu i obawy, że liny albo ich mocowania zerwą się i spycharka znowu zatonie. Przy holowaniu maszyny do brzegu, gdy już oparła się na dnie, górna część kabiny zahaczyła o spody pontonów platformy. I tak właśnie został zerwana, jak widać na jednym ze zdjęć – wyjaśnia Marek Pietrzykowski.

***

Dwa zdjęcia wyciągniętej spycharki otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Marka Pietrzykowskiego i Kariny Kowalskiej, kustoszki Muzeum Nurkowania w Warszawie. Dostała je od wojskowych nurków, którzy obserwują facebookowy profil Muzeum, na którym umieściła wcześniej post od Marka Pietrzykowskiego z naszym tekstem o tym wypadku i wywiadem z komandorem Konieczką z lutowego wydania „Sztafety”.

Dodajmy, iż w książce Kariny Kowalskiej „Sprzęt nurkowy w Polsce 1945-1989” (styczeń 2021) znalazła się krótka informacja o wypadku spycharki ze Stalowej Woli i przebiegu akcji poszukiwawczej.

Raz jeszcze dziękuję Markowi Pietrzykowskiemu i Karinie Kowalskiej za pomoc w dotarciu do komandora Bogdana Konieczki i możliwość publikacji obu zdjęć z lipca 1979 r.

Pokazywane są publicznie po raz pierwszy. Zostały wywołane w pracowni fotograficznej OBRMZIT 9 lipca 1979. Prawdopodobnie tego samego dnia wykonał je nad Soliną zakładowy fotograf, Ryszard Doroszewski. Na odwrocie jednego z nich czytamy: „Wydobycie wraku bez użycia dźwigu”, „HARVESTER 43 t”, „stare koryto Sanu głęb. 43 m”, „Solina”. Jest też pieczątka Laboratorium Fotograficznego OBRMZiT.

„Harvesterami” nazywano potocznie maszyny budowlane produkowane od 1973 r. w Hucie Stalowa Wola, na licencji jej amerykańskiego partnera, koncernu International Harvester Company.

Dostępne źródła mówią też, że spycharka TD-25C ważyła 32 tony (na odwrocie fotografii pisze, że 43). O metr od podawanej przeze mnie, różni się także głębokość, z której wydobyto maszynę.

Zapiski na odwrotnej stronie jednego ze zdjęć. Fot. Muzeum Nurkowania w Warszawie
Zimowa panorama części Zalewu Solińskiego. Strzałką zaznaczono miejsce, gdzie doszło do wypadku. W miniaturce spycharka TD-25C. Fot. Archiwum „Sztafety”
W miejscu wypadku zbudowano przystań. Nie ma tu żadnego upamiętnienia dramatu załogi spycharki ze Stalowej Woli. W tle jeden z domów wypoczynkowych ośrodka Jawor, widoczny na zdjęciu z lipca 1979 r. Fot. Archiwum „Sztafety”
Mgr inż. Marek Pietrzykowski: Solina nie kojarzy mi się z zielonymi wzgórzami...
Oceń artykuł: 
Aktualna ocena:  3.4

Udostępnij artykuł:

Oceń artykuł: 
Aktualna ocena:  3.4

Komentarze

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Wpisz nazwę użytkownika
Wpisz treść wiadomości
REKLAMA
logo logo

Sztafeta w nowej odsłonie – szybkie newsy, lokalne historie i wszystko, czym żyje Stalowa. Zawsze na bieżąco, zawsze po sąsiedzku.

Mieięcznik Sztafeta

Dołącz do stałych czytelników

Kliknij i dowiedz się jak możesz zamówić stałą prenumeratę naszej gazety!

Zamów prenumeratę

Wydawnictwo Sztafeta Sp. z o.o.

Al. Jana Pawła II 25A/1010
37-450 Stalowa Wola

15 810 94 00 (Redakcja)

redakcja@sztafeta.pl

Twój koszyk

{{ formatPrice(item.price) }} zł
Suma: {{cart.total}} {{cart.currency=='PLN'?'zł':''}}
Realizuj zamówienie
Nie masz żadnych produktów w koszyku. Przejdź do sklepu