Z wcześniejszym rozkwitem wiosny rozlała się fala dyskusji o ogniskach na działkach Rodzinnych Ogrodów Działkowych. Na drugi plan zeszło w tym roku wypalanie traw, które zazwyczaj wcześniej zwiastowało wiosnę, niż bociany. Murem przeciwko ogniskom na działkach stanęli ekolodzy, którzy znaleźli wsparcie w Polskim Związku Działkowców. Przeciwnicy ognia nie odpowiadają jednak na pytanie, co zrobić ze ściętymi gałęziami, których o tej porze roku na żadnej działce nie brakuje? Działkowcy boją się 5-tysięcznego mandatu, o którym jest mowa w Ustawie o odpadach, ale gałęzie palą.
- Zakazy palenia ognisk na działkach biorą się głównie z wewnętrznych regulaminów - mówi mł. bryg. Krystian Bąk, z Państwowej Straży Pożarnej w Stalowej Woli. - Działkowcy doskonale się znają i dobrze wiedzą, co można, a czego im nie wolno. My nie mamy w planach kontroli na działkach i rozdawania mandatów. Straż reaguje wtedy, gdy coś wyrywa się spod kontroli człowieka.
W ub. roku ogień kilka razy wyrwał się spod kontroli na terenie ROD i były nawet pożary. Ich źródłem był zawsze brak rozsądku. Działkowców obowiązują regulaminy ROD i przepisy prawa miejscowego. Najważniejszym z nich jest - nie zakłócać spokoju sąsiadom. W ogrodach, gdzie jest selektywna zbiórka odpadów, z zielonymi włącznie, nie wolno spalać gałęzi, bo są one zbierane. Ustawa o odpadach (art. 31, ust. 7) mówi: „Dopuszcza się spalanie zgromadzonych pozostałości roślinnych poza instalacjami i urządzeniami, chyba, że są one objęte obowiązkiem selektywnego zbierania”. Takie spalanie nie może jednak naruszać odrębnych przepisów. Jeżeli ktoś te przepisy złamie, a tym bardziej, gdy łamie je notorycznie, musi się liczyć z wysokim mandatem, o którym wspomina cytowana ustawa. Przepisy nie zabraniają rozpalania ognisk na własnych posesjach, o ile nie szkodzi to sąsiadom. Podobnie jest z grillowaniem. Też można dostać mandat, gdy relaks wyrwie się spod kontroli rozsądku.
Komentarze