Ordynariusz sandomierski, biskup Krzysztof Nitkiewicz, nad trumną księdza Jana Kozioła
5.0 / 5
Stalowa Wola 1 kwietnia 2026

Ostatnia ziemska droga księdza Jana

– Gdy poznałem świętej pamięci ks. Jana, był już emerytem, mówiąc kolokwialnie, wyszedł z obiegu, mógł poświęcić się swoim pasjom, wyjechać stąd, zająć się sobą. On dalej służył swej parafii, z którą związał większą część swojego życia. Jako emeryt cały czas żył życiem swojej wspólnoty, był w konfesjonale, w kancelarii parafialnej. Był takim dobrym duchem parafii, i w ten sposób kontynuował swoją misję kapłańską – tak 31 marca, biskup Nitkiewicz, wspominał zmarłego ks. prałata Jana Kozioła.

REKLAMA

Dla wielu mieszkańców Stalowej Woli, ksiądz Jan był tu od zawsze. Zawsze życzliwy, otwarty, serdeczny i taki... prostolinijny, szczery. Bez śladu, właściwego niektórym duchownym, zadęcia i wyższości. Żartował ze swoich przywar i „dziwactw” – jak je nazywał, dziękując parafianom, że jakoś cierpliwie je znoszą.

Ksiądz Jan Kozioł zmarł 27 marca, dwa dniu po swoich 93. urodzinach, w 69. roku kapłaństwa  (święcenia przyjął 30 maja 1957 r. w katedrze przemyskiej).

Miał dziesięcioro rodzeństwa, był najmłodszy z czwórki braci. Maturę zdał w 1951 r. liceum ogólnokształcącym w Kołaczycach i wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu. Jego pierwszą parafią były Białobrzegi k. Łańcuta. Potem był wikarym w Sanoku, Birczy, Radymnie, Przeworsku i w Jasionowie k. Brzozowa. Stąd, w lipcu 1973 r. trafił do Stalowej Woli, gdzie w latach 1977-2008 był proboszczem parafii św. Floriana, jak często powtarzał: „matki wszystkich kościołów” w naszym mieście. Miał godność prałata, był też dziekanem dekanatu stalowowolskiego, miał również godność kanonika kapituły katedralnej w Stalowej Woli i papieskiego szambelana.

Jego siostra, Jadwiga, wstąpiła do zakonu sióstr serafitek, podobnie jak dwie jego siostrzenice. Z rodzeństwa księdza Kozioła żyją jeszcze trzy siostry.

Dwóch biskupów u trumny prałata

Eksporta, czyli przewiezienie trumny z ciałem księdza Jana do kościoła Źródło Bożego Miłosierdzia, odbyła się 30 marca. Mszy świętej przewodniczył emerytowany biskup pomocniczy diecezji sandomierskiej, ks. Edward Frankowski, który przez lata współpracował z księdzem Janem Koziołem, jako proboszcz nowoutworzonej w 1977 r. parafii Matki Bożej Królowej Polski. Wydzielono ją z macierzystej parafii św. Floriana, której proboszczem został wtedy właśnie  ksiądz Jan Kozioł.

Nazajutrz po eksporcie, 31 marca, pogrzebowej mszy św. przewodniczył ordynariusz sandomierski, biskup Krzysztof Nitkiewicz. Uczestniczyło w niej ok. 50 kapłanów, rodzina zmarłego, poczty sztandarowe, władze miasta i powiatu oraz licznie przybyli wierni. Pieśni wielkopostne oraz części stałe liturgii mszy św. zabrzmiały w wykonaniu Chóru Konkatedralnego Matki Bożej Królowej Polski oraz Nadsańskiej Orkiestry Kameralnej Stowarzyszenia Artystycznego STOWART w Stalowej Woli, pod dyrekcją Edwarda Horoszko.

Życie dobre do końca

– Kardynał Carlo Martini mówi, że, aby rzecz, którą czynimy, była dobra, musimy ją zrobić dobrze do samego końca. Dzisiaj wiele rzeczy się zaczyna, ale zostawia, nie kończy. A tymczasem dobre rzeczy trzeba doprowadzić do samego końca. I takie było życie świętej pamięci księdza prałata Jana.  Życie długie, piękne, bogate. Życie, można by powiedzieć i pasterza, ale także życie, użyję tego określenia, szczególnie tu, w Stalowej Woli, budowniczego wspólnoty: tej duchowej, wiernych, parafialnej, budowniczego także miasta, bo miasto nosi w sobie rysy mieszkańców – mówił ks. biskup Nitkiewicz.

Podkreślił raz jeszcze, że ksiądz Jan zaczął dobre dzieło i doprowadził je do końca.

– I za to chcemy mu dziś podziękować. Bogu przede wszystkim, bo wszystko, co robimy, jest efektem jego łaski. Ale dziękujemy też rodzinie świętej pamięci księdza prałata, jego współpracownikom, kończąc na obecnych duszpasterzach w parafii świętego Floriana, mając nadzieję, że spotkamy się z nim w Królestwie Niebieskim – dodał ordynariusz sandomierski.

Koncelebransi pogrzebowej mszy św. przy ołtarzu

Czy będą nowe powołania?

Biskup przekazał też wyrazy współczucia rodzinie, wspólnocie parafialnej i całemu miastu. Podkreślił, że w tym roku jest to już 6. ksiądz w diecezji sandomierskiej, który odchodzi do wieczności.

– A nowych powołań jakoś nie widać, ze Stalowej Woli nie widać. Więc miejmy nadzieję, że ta śmierć w jakiś sposób utwierdzi tych, którzy słyszą głos Bożego powołania, i świętej pamięci ksiądz prałat znajdzie następców – powiedział biskup Nitkiewicz.

Smutek i wdzięczność

Kazanie wygłosił ksiądz doktor habilitowany Antoni Nadbrzeżny, pochodzący ze Stalowej Woli nauczyciel akademicki Wydziału Teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, dawny ministrant i lektor w kościele św. Floriana w Stalowej Woli.

– Żegnamy gorliwego duszpasterza i szlachetnego człowieka. W naszych sercach rodzi się smutek. Smutek rozstania łączy się jednak z wdzięcznością za dar jego osoby, za wszelkie dobro, które dzięki łasce Bożej uczynił dla nas, dla Kościoła, a także razem z nami i razem ze wspólnotą Kościoła. Święty Paweł w liście do Rzymian napisał, że nikt z nas nie żyje dla siebie, i nikt z nas nie umiera dla siebie. Jeżeli żyjemy – żyjemy dla Pana, jeżeli umieramy – umieramy dla Pana. I w życiu, i w śmierci należymy do Pana. Jakże sprawdziły się te słowa w życiu świętej pamięci księdza Jana, który poprzez chrzest, a potem sakrament kapłaństwa, wpisał w swoją ludzką egzystencję życie Jezusa Chrystusa, Zmartwychwstałego Pana i Zbawiciela – mówił ksiądz Nadbrzeżny.

Kapłan głębokiej i radosnej wiary

Podkreślił również, że ksiądz Jan na miarę swoich sił i możliwości angażował się również jako senior, jako proboszcz emeryt. Że Pan Bóg obdarzył księdza prałata wieloma darami i charyzmatami, którymi umiejętnie i owocnie służył Kościołowi w ciągu swojego długiego życia.

– Ksiądz prałat Jan był kapłanem głębokiej i radosnej wiary, przeżywanej zawsze we wspólnocie Kościoła. W duchu nauczania Soboru Watykańskiego II traktował parafię  jako wspólnotę wspólnot, jako dom i szkołę budowania jedności chrześcijańskiej. W działalności duszpasterskiej był tak bardzo otwarty na liczne grupy apostolskie i modlitewne, schole, zwłaszcza na młodzież, Ruch Światło-Życie, cieszył się śpiewem męskiego chóru parafialnego Gaudium – powiedział ks. Nadbrzeżny.

Maryjność i konfesjonał

Przypomniał też maryjną pobożność księdza Jana, który przez wiele lat organizował Wieczory Fatimskie w naszej parafii, na które licznie przybywali nie tylko mieszkańcy Stalowej Woli, ale także wierni z miejscowości oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów.

– Bardzo cenił sobie posługę w konfesjonale, sakrament pokuty i pojednania. Zawsze do nas, alumnów, a później kapłanów pochodzących z tej parafii, podkreślał, że inne rzeczy mogą szwankować, ale konfesjonał nie może być pusty. Zawsze musi być w nim kapłan, aby posługiwać darem Bożego miłosierdzia i przebaczenia – mówił kaznodzieja.

Dzielił radość i ból

Podkreślał, że ksiądz Jan był człowiekiem niezwykle życzliwym, uczynnym, szukającym rozwiązań najlepszych dla człowieka, a przy tym bezinteresownym. Dostrzegał drugiego, zwłaszcza smutnego, potrzebującego, potrafił z innymi dzielić radość, która stawała się ogólną radością,  umiał też dzielić ból, który stawał się na pół bólem.

Bardzo dobrze rozumiał też, że parafia potrzebuje materialnego zaplecza. Odważnie podjął więc dzieło budowy domu parafialnego, salek katechetycznych i kaplicy św. Anny.

– Pamiętam, jako młody chłopak, kiedy byłem zaangażowany w Ruch Światło-Życie, gdy spotykaliśmy się w tych właśnie salkach katechetycznych, ksiądz proboszcz Jan zawsze mówił: – Możecie być tak długo, jak chcecie, ale pamiętajcie, na końcu zgaście światło i nie zostawiajcie odkręconego kranu z wodą – wspominał ksiądz Antoni Nadbrzeżny.

Bardzo ciepło o zmarłym prałacie mówił w kazaniu ks. dr hab. Antoni Nadbrzeżny

Zdecydowany w sprawach najważniejszych

Mówił też, że ksiądz prałat był prostolinijny, szczery, otwarty, słowny, wierny podjętym zobowiązaniom, wymagał od siebie i innych, ale zawsze czynił to z poszanowaniem ludzkiej godności.

Z wielkim szacunkiem odnosił się do swoich przełożonych kościelnych, do ludzi starszych, cierpiących, z wielkim szacunkiem i braterskim sercem traktował kapłanów, a także kleryków, którzy przygotowywali się do przyjęcia święceń kapłańskich w różnych seminariach. Był kapłanem skromny, pokornym, unikającym rozgłosu, chociaż w sprawach najważniejszych potrafił zająć zdecydowane stanowisko.

Zgoda, harmonia, współpraca

– Ksiądz prałat miał charyzmat budowania zgody w swoim otoczeniu, potrafił stworzyć harmonie i życzliwą współprace, łagodzić spory, rozwiązywać konflikty. Bardzo wspierał rozwój filii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, tak bardzo interesował się życiem wspólnot parafialnych, szczególnie wspólnoty misyjnej, zawsze blisko swych parafian i kapłanów, sióstr zakonnych, młodzieży, starszych. Zawsze lubiany, z poczuciem humoru. Zawsze mówiący też  o tym, co go interesowało jako jego hobby. Pamiętam, jak mówił nam, że przyjdzie taki dzień, kiedy drużyna piłkarska ze Stalowej Woli wejdzie do Ekstraklasy – powiedział ksiądz Nadbrzeżny.

Przypomniał, że ksiądz Jan kierował się słowami Jana Pawła II, aby czynić Kościół domem i szkołą komunii, szkołą wspólnoty zakorzenionej w Trójcy Świętej, dla której inspiracją zawsze była Maryja-Matka Kościoła. Że był kapłanem kochającym Polskę, przywiązanym do dziedzictwa narodowego i duchowego, pragnął, aby nasza ojczyzna była krajem prawdziwie wolnym, rozwijającym się na fundamencie najwyższych chrześcijańskich wartości.

Że zawsze z dumą mówił o naszym mieście. Zawsze mówił i cieszył się, kiedy coś dobrego działo się w Stalowej Woli, był dumny z osiągnięć parafian, świeckich i duchownych.

A w jednym z nakręconych filmów o życiu księdza prałata, dziennikarka zapytała go, jakie są najważniejsze cechy: Odpowiedział: być sprawiedliwym, być uczciwym, kochać drugiego człowieka, nawet tego, który błądzi, dawać zawsze szansę.

Dziękujemy, kochany księże prałacie

– We Lwowie, na Cmentarzu Łyczakowskim,  na grobie polskiej poetki, Marii Konopnickiej, znajdują się słowa zaczerpnięte z jednego z jej wierszy: Proście wy Boga o takie mogiły, które łez nie chcą, ni skarg, ni żałości, lecz daj nam sercom moc czynów, zdrój siły i żar miłości – cytował ksiądz Nadbrzeżny.

– Zapewne nieraz będziemy stawać nad grobem księdza prałata, z wdzięcznością, w zadumie, z modlitwą. I nie będzie w nas wtedy żadnej rozpaczy, ani żadnej żałości, bo jego piękne świadectwo kapłańskiego życia przyniosło naszym sercom ukojenie, moc ducha, zdrój wewnętrznej siły i żar chrześcijańskiej miłości.

Kochany księże prałacie, księże Janie, dziękujemy ci za wszelkie dobro, które uczyniłeś i które Bóg przez twoje pośrednictwo uczynił dla Kościoła, dla parafii, dla każdego z nas. Niech miłosierny Bóg obdarzy cię, księże prałacie, wiecznym pokojem w Królestwie Niebieskim, a nam niech udzieli prawdziwego pokoju serca na niełatwych drogach dalszego, ziemskiego pielgrzymowania. Odpoczywaj w pokoju wiecznym. Amen – zakończył ksiądz Antoni Nadbrzeżny.

Wielkie twoje serce

W imieniu parafialnych wspólnot, księdza prałata Kozioła pożegnała Maria  Pasztaleniec, animatorka Stowarzyszenia Ojca Pio. Dziękowała mu też za trud i owoce jego wieloletniej  kapłańskiej posługi w Stalowej Woli. Za to, że zawsze był blisko cierpiących i potrzebujących.

– Byłeś dla nas, parafian, i drogowskazem, i wychowawcą, i nauczycielem,  bratem i ojcem. W tych wspólnotach mieściło się wielkie twoje serce, z którego promieniowała miłość, pokora, radość i dobroć. Dlatego jeszcze raz dziękujemy za głoszone Słowo Boże i za twój kochany konfesjonał. Jesteś już w Domu Ojca, pamiętaj tam o nas, tak jak my nigdy nie zapomnimy o tobie w naszych modlitwach. Wieczne odpoczywanie racz mu dać panie... Niech odpoczywa w pokoju wiecznym... – zakończyła wezwaniem do modlitwy za duszę księdza Jana.

31 marca. Pożegnanie księdza prałata Jana Kozioła

Kapelan rodziny

Głos zabrał też przedstawiciel rodziny zmarłego kapłana, jego bratanek, Piotr. Przypomniał rodzinną wieś prałata, Bieździedzę koło Jasła (monografię tej miejscowości napisał brat księdza Jana, Andrzej, ojciec Piotra), jego głęboką  więź z rodzinnym domem, rodzeństwem i krewnymi. Liczne rodzinne spotkania, jubileusze, sakramenty, których ksiądz Jan udzielał swym najbliższym.

Przypomniał jego drogę do kapłaństwa, mówił, że już od dziecięcych lat młody Janek czuł powołanie i pragnął być księdzem. I choć los rzucał go  do różnych parafii, to zawsze pamiętał o rodzinnym gnieździe i bardzo chętnie tu powracał, by czerpać siłę z rodzinnych korzeni i tradycji.

– Nie potrafię przywołać wszystkich darów i posług kapłańskich, które  w ciągu ostatniego półwiecza otrzymaliśmy z rąk naszego ukochanego, rodzinnego kapelana. Niech każdy w swoich myślach i sercu przywoła dobro, które ksiądz Jan, nam i naszym rodzinom ofiarował. Swoją obecnością, modlitwą  i słowem  budował silne więzy naszej rodzinnej wspólnoty  – mówił bratanek Piotr.

Nigdy nie narzekał

Swoim wspomnieniem o księdzu prałacie podzielił się też obecny proboszcz parafii św. Floriana, ksiądz dziekan Wacław Gieniec.

– Wszystko już zostało powiedziane, co tu można dodać. Powiem tylko, że ksiądz prałat nigdy, nigdy nie narzekał. I druga rzecz: przez sześć lat, jak jestem tu proboszczem, nie słyszałem, by powiedział marne słowo na drugiego człowieka.  Nigdy nikomu ksiądz Jan nie chciał też być coś dłużny. Wierzę, że każdy z nas otrzymał od Boga łaskę wyproszoną przez niego – powiedział ksiądz Gieniec.

Kwatera księży i ostatni z rocznika

Po mszy świętej, trumna z ciałem księdza Jana przejechała karawanem na Cmentarz Komunalny w Stalowej Woli, a wierni udali się tam pięcioma specjalnie podstawionymi miejskimi autobusami. Kondukt, któremu towarzyszyła Orkiestra Miejskiego Domu Kultury, wyruszył spod  cmentarnej kaplicy.

Ksiądz Jan Kozioł spoczął w kwaterze księży, za polowym ołtarzem i krzyżem. Jest 16. pochowanym tu  kapłanem i trzecim proboszczem parafii św. Floriana  w Stalowej Woli. Przed tą kwaterą, obok polowego ołtarza jest grób pierwszego proboszcza, Józefa Skoczyńskiego, a  w sąsiedztwie miejsca spoczynku ks. Jana jest grób jego następcy na probostwie, tragicznie zmarłego ks. Mariana Balickiego.

Dodajmy też, iż 31 stycznia br. zmarł ksiądz Zygmunt Polityński, emerytowany kapłan w parafii Matki Bożej Królowej Polski w Stalowej woli, kolega księdza Jana Kozioła z jednego rocznika z przemyskiego seminarium.  Z 46 alumnów, którzy 30 maja 1957 r. otrzymali święcenia kapłańskie w katedrze w Przemyślu, żyje ostatni, ks. Władysław Jadam w Nisku.

Oceń artykuł: 
Aktualna ocena:  5.0

Udostępnij artykuł:

Oceń artykuł: 
Aktualna ocena:  5.0

Komentarze

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Wpisz nazwę użytkownika
Wpisz treść wiadomości
REKLAMA
logo logo

Sztafeta w nowej odsłonie – szybkie newsy, lokalne historie i wszystko, czym żyje Stalowa. Zawsze na bieżąco, zawsze po sąsiedzku.

Mieięcznik Sztafeta

Dołącz do stałych czytelników

Kliknij i dowiedz się jak możesz zamówić stałą prenumeratę naszej gazety!

Zamów prenumeratę

Wydawnictwo Sztafeta Sp. z o.o.

Al. Jana Pawła II 25A/1010
37-450 Stalowa Wola

15 810 94 00 (Redakcja)

redakcja@sztafeta.pl

Twój koszyk

{{ formatPrice(item.price) }} zł
Suma: {{cart.total}} {{cart.currency=='PLN'?'zł':''}}
Realizuj zamówienie
Nie masz żadnych produktów w koszyku. Przejdź do sklepu