Znalazczyni psa odwiązała i wezwała pomoc. Najpierw wezwała policję, potem o burym odkryciu zawiadomiła stalowowolskie Przytulisko „Psia Przystań”. Policjanci zabrali psa i oddali w ręce gminy, bo takie jest prawo. Wcześniej pies został zbadany przez weterynarza. Był wygłodniały.
Gmina Bojanów ma podpisane porozumienie ze schroniskiem w Suchedniowie, ale nim do niego psa odtransportuje, musi stwierdzić jego bezdomność. Pies tymczasem został nakarmiony i umieszczony w Gminnym Zakładzie Usług Komunalnych. To procedura obowiązująca w większości polskich gmin. - Byliśmy gotowi przyjąć tego psa do siebie, bo akuratnie nawet mieliśmy pusty kojec - mówi prezes „Psiej Przystani”. - Czekaliśmy tylko na gotowość oddania go nam przez gminę Bojanów.
Gmina pewnie nie robiłaby problemów, ale… Po nagłośnieniu znaleziska do gminy zgłosiła się właścicielka psa, która nawet wskazała osobę podejrzewaną przez siebie o wywleczenie psa do lasu i przywiązanie go do brzozy. Zgodziła się pokryć ewentualne koszty, gmina zdecydowała się psa oddać. Okazało się jednak, że… psa nie ma w GZUK. Biedaczyna zrobił podkop pod płotem i uciekł… do domostwa z którego został wyciągnięty na pewną śmierć. W czwartek pracownicy UG zrobili wizję lokalną i przekonali się, że pies jest na podwórzu swoich właścicieli. - Pies jest u właściciela i tu kończy się rola gminy, bo tak stanowi prawo - mówi Robert Sałęga z UG w Bojanowie.
Innego zdania są wolontariusze z „Psiej Przystani”. - Jeżeli pies uciekł z gminnej przechowalni, to obowiązkiem gminy było zabranie tego psa od właściciela, który chciał go uśmiercić. Podjęliśmy już kroki prawne, którymi mamy nadzieję uratować psa, któremu w tej chwili wyrok śmierci został tylko przedłużony - mówi prezes Przytuliska „Psia Przystań” w Stalowej Woli. Wolontariusze z Przytuliska pokazują dowody na złe traktowanie psów w obejściu do którego nasz czworonożny bohater wrócił. Podniesie je adwokat już zaangażowany w sprawę psa, który uciekł do swojego oprawcy.
Komentarze