Przypomnijmy: w październiku Szlęzak zapytał o przyjmowanie ukraińskich żołnierzy starostwo powiatowe (jest organem prowadzącym Powiatowy Szpital Specjalistyczny w Stalowej Woli).
Polscy pacjenci nic nie tracą
W oświadczeniu, starosta Janusz Zarzeczny odpowiedział, że „żadni żołnierze, w tym ukraińscy, nie mają pierwszeństwa przed innymi pacjentami. Opieka nad nimi nie utrudnia opieki nad pacjentami cywilnymi, ani nie odbywa się ich kosztem. W przypadku gdy trafiają np. na Szpitalny Oddział Ratunkowy, obowiązują ich te same zasady przyjmowania, czyli triage - segregacja medyczna pacjentów, ustalająca kolejność przyjmowania zgodnie ze stanem.
Obsługa ukraińskich żołnierzy nie zakłóca codziennego funkcjonowania naszego Szpitala, jest ona tak zorganizowana, że w żaden sposób nie wpływa na czas oczekiwania pacjentów ani do naszego Laboratorium, ani też do lekarzy specjalistów. Świadczenia realizowane na zlecenie wojska, nie odbywają się kosztem innych pacjentów, w szczególności mieszkańców Stalowej Woli i okolicznych miejscowości. Nie są też opłacane przez Narodowy Fundusz Zdrowia, ale przez Ministerstwo Obrony Narodowej”.
Radny dalej drąży temat
O swoich wątpliwościach w związku z tym oświadczeniem, radny Andrzej Szlęzak mówił dziennikarzom 12 listopada na konferencji prasowej zorganizowanej w pobliżu szpitala.
– Chcę poddać w wątpliwość to stanowisko, że nie ma innego traktowania ukraińskich żołnierzy. Nic mi nie wiadomo, żeby szpital zatrudnił dodatkowy personel, który ma obsługiwać ukraińskie wojsko. Na zdrowy rozum, jeżeli przyjeżdża 100 żołnierzy ukraińskich, którzy mają być obsłużeni, i robi to ten sam personel, który jest zatrudniony, to on nie obsługuje polskich pacjentów. Ta kwestia wymaga dalszego wyjaśnienia plus to, na ile szpital wystawia faktury. Płaci za to Ministerstwo Obrony Narodowej. Z kolei stronie polskiej za te usługi medyczne, za leczenie ukraińskich żołnierzy ma płacić European Union Military Assistance Mission in Support of Ukraine – mówił Andrzej Szlęzak.
Dodał też, że z oficjalnych informacji przekazanych przez rząd wynika, iż od lutego 2022 roku do października 2025 roku Polska wydała na opiekę i „ponadnormatywne” leczenie Ukraińców pół miliarda złotych. Zastanawiał się też, co w tym kontekście oznacza pojęcie „ponadnormatywne”.
Projekt robiony na rympał
Andrzej Szlęzak odniósł się także do niedawnego spotkania w siedzibie Nadleśnictwa Rozwadów w Stalowej Woli, w sprawie Strategicznego Parku Inwestycyjnego (SPI), który ma tu powstać na blisko 1000 wylesionych hektarów.
Dziękował posłance Elżbiecie Burkiewicz, radnej Stalowej Woli Urszuli Tatys, nadleśniczemu Wojciechowi Chełpie i dyrektorowi Sławomirowi Serafinowi, za odwagę cywilną i powiedzenie, że „król jest nagi”. Chodziło mu o to, że – jak mówił Szlęzak – w sposób konkretny i rzeczowy wykazali szereg różnych nieprawidłowości, jakich miasto i prezydent Nadbereżny dopuścili się przy tworzeniu SPI.
Według Szlęzka, ten wielki projekt był od strony formalno-prawnej „robiony na rympał”, w czym miastu pomagało też starostwo, i jest już martwy, ale przede wszystkim spóźniony o 10-15 lat. Tu uderzył się też we własne piersi jako prezydent Stalowej Woli w latach 2002-2014. Jego zdaniem, SPI nie przyciągnie dużych inwestorów także z powodu bliskości ogarniętej wojną Ukrainy, ale także innego podejścia rządu i Lasów Państwowych.
– Kompletnie nieodpowiedzialne prowadzenie spraw dotyczących tego projektu wyszło teraz w sposób kompromitujący dla miasta – podkreślił Andrzej Szlęzak.
Zaprzepaszczona szansa Czwórmiasta?
Co więc może być motorem rozwoju Stalowej Woli? Radny ubolewał że nie udało się zrealizować projektu Czwórmiasta, w ramach którego Stalowa Wola współpracowałaby z Niskiem, Sandomierzem i Tarnobrzegiem, co mogłoby znacząco wpłynąć na rozwój regionu.
- Ani Tarnobrzeg, ani Stalowa Wola, ani Sandomierz, a tym bardziej Nisko nie poradzą sobie w pojedynkę ze swoimi problemami. Ja rzuciłem taki projekt budowy strefy gospodarczej przy zbiegu czterech tras komunikacyjnych, szerokiego toru, toru biłgorajskiego i dwóch dróg ekspresowych. Cisza, nikt, nic. To była szansa dla całego regionu, ale nie wiem, czy dzisiaj ma to sens - mówił Andrzej Szlęzak.
Strefy przemysłowe to przeżytek
Jego zdaniem, formuła w której miasto tworzy strefy przemysłowe, gdzie powstają zakłady pracy, wyczerpała się i trzeba szukać innych dróg rozwoju.
Jakich? Tu Andrzej Szlęzak przyznał że, że nie wie. Ale trzeba o tym dyskutować, tak jak w innych miastach Podkarpacia, a nie forsować na siłę projekt kolejnej przemysłowej strefy. Podkreślał, że problemy ze starzeniem się społeczeństwa i wyludnianiem dotyczą wielu średnich miast w Polsce i nikt nie ma na to gotowej recepty. Nie ma też, według niego, takiego miasta w Polsce, które mogłoby posłużyć za przykład znalezienia nowej formuły rozwoju.
Aquapark w Stalowej Woli przegra z Rzeszowem
Były prezydent bardzo krytycznie ocenił też pomysł budowy w Stalowej Woli aquaparku, którego wznoszenie ma się niebawem rozpocząć.
Według niego, nasz park wodny nie podoła rywalizacji z planowanym parkiem w Rzeszowie i będzie tylko wielkim obciążeniem dla budżetu miasta.
Szlęzak krytycznie ocenił też budowę trzeciego mostu na Sanie, w sytuacji, gdy Stalowa Wola nie rozszerza się terytorialnie właśnie w tym kierunku (Brandwica).
Komentarze