„Za rzetelność dziennikarską oraz pasję, która od lat inspiruje kolejne pokolenia” – można było z kolei przeczytać na wyświetlonym za plecami Mariusza napisie. Symboliczne „Serce”, przyznane mu przez prezydenta miasta Stalowej Woli Lucjusza Nadbereżnego, wręczył mu 24 stycznia w Dworze Olimp, wiceprezydent Stalowej Woli, Tomasz Miśko.
Mariusz, od blisko 30 lat stalowowolski sport na łamach „Sztafety” opisuje, promuje, a jak trzeba, to i konstruktywnie przywali, czyli skrytykuje. To ogólnie wiadomo.
„Bielu” – człowiek zawodów wielu
W przeszłości był jednak, co wiadomo nielicznym, człowiekiem rozlicznych talentów. Nim bowiem w „Sztafecie” zaczął „robić koło pióra”, to imał się przeróżnych zawodów: był sanitariuszem karetki pogotowia, ogrodnikiem, malarzem, murarzem, tynkarzem, układał płytki, kładł dachówki, stawiał rusztowania, prowadził małą gastronomię, siłownię, a także zajmował się... handlem zagranicznym. W klasyczny, można powiedzieć, na tamte czasy sposób. W Bułgarii sprzedawał polski biseptol i perfumy „Być może”, do Turcji woził profesjonalne łyżwy hokejowe made in Finlandia kupione w Związku Radzieckim, a do Czechosłowacji – kurtki dżinsowe, przywożąc czekoladę studencką.
Przez 3,5 roku pracował w Rzymie, a w 1992 r. z handlową kontrabandą wylądował nawet w Uzbekistanie. Swego czasu brylował też na parkietach dyskotek Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Absolwent LO w Strzyżowie i studium... wiertniczo-geologicznego w Krakowie. Zaczął też studia prawnicze, ale przezornie dał sobie z nimi spokój.
To bardzo kontaktowy człowiek – osobiście zna co najmniej połowę mieszkańców Stalowej Woli, a druga połowa zna jego. Gdy wiosną 1997 r. szukał pracy w „Sztafecie”, nosił imponujący koński ogon, czym niepomiernie zdumiał prezesa Dionizego Garbacza, bo ten jeszcze nigdy nie przyjmował do pracy takiego typa.
Przed laty był też autorem „rolniczego” patentu na uzdrowienie polskiej piłki nożnej – na 10 lat zaorać wszystkie boiska. Dziś nie myśli już tak rewolucyjnie, ale ostry pług, to znaczy pióro, zachował. Mariusz, tak trzymać!
Stanisław Anioł wielki jest...
Gdy wybrzmiały już fanfary dla laureatów 54. plebiscytu na Najpopularniejszego Sportowca Stalowej Woli, razem z Mariuszem, prywatną nagrodą, wręczoną na ściance „Sztafety”, uhonorowaliśmy legendarnego trenera lekkiej atletyki, Stanisława Anioła.
Rok temu, w noworocznej szopce „Sztafety”, przyznałem mu tytuł ArchAnioła Lekkiej Atletyki. Teraz przyszła więc pora na wręczenie trenerowi okolicznościowej grafiki, ukazującej go jako ArchAnioła właśnie, z herbem Stalowej Woli i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski na piersiach (dostał go w 2025 r. z okazji 60-lecia pracy trenerskiej). Właściwie to grafiki były dwie: duża, do powieszenia w salonie, i mniejsza, do powieszenia np. w małym pokoju, o czym Stanisława poinstruowaliśmy.
Razem z Mariuszem odśpiewaliśmy też trenerowi lekko zmodyfikowany pod niego refren słynnej pieśni Piwnicy pod Baranami, a właściwie hymnu pochwalnego, pod tytułem „Marszałek Koniew”. Czyli po trzykroć w Dworze Olimp zabrzmiało:
Anioł! Stanisław Anioł, wielki jest! Wielki jest!!!
Choć tak naprawdę, Stanisław wcale wielki już nie jest. Jest Największy!




Komentarze