Franciszek Dziuba urodził się w 1916 r., skończył Gimnazjum w Nisku i po krótkiej urzędniczej pracy na poczcie w Rozwadowie został powołany do wojska. Trafił do 10. Brygady Kawalerii, nad którą rok przed wojną dowództwo objął płk. St. Maczek. W Czarnej Brygadzie ułan Dziuba służył w 1. Szwadronie Dywizjonu Przeciwpancernego i uczył się w szkole podoficerskiej. Naukę musiał przerwać, bo brygada Maczka wyszła z Rzeszowa, by od południa osłaniać Armię Kraków. Na rozpoczęcie wojny po słowackiej stronie czekała już niemiecka 2. Dywizja Pancerna. Dziuba ze swoim szwadronem osadził się na wzgórzach Wysokiej pod Jordanowem. Pierwszy szturm Niemcy przeprowadzili już o świcie 1 września i musieli dać za wygraną. Druzgocące dla Polaków było drugie natarcie, dnia następnego. Celowniczy F. Dziuba zginął trafiony bezpośrednio ogniem czołgowym, ale przez niecałe dwa dni swojej wojny zdążył zniszczyć 5 niemieckich czołgów i kilka innych unieruchomić. Za swój czyn został odznaczony przez Naczelnego Wodza Orderem Wojennym Virtuti Militari.
Historia czynu syna Ziemi Jastkowickiej, jak i orderu, którego nigdy nie zobaczył była przez kilka dekad zapomniana. Krok po kroku z archiwów i niepamięci odzyskiwał ją Stanisław Dziuba, bratanek Franciszka. W londyńskich archiwach dotarł do opisów bitwy pod Wysoką i podpisanego przez gen. Maczka wniosku o nadanie Krzyża VM. Krzyż ten w imieniu rodziny odebrał w 2017 r., po czym ufundował spiżową tablicę, która dziś tkwi w ścianie Publicznej Szkoły Podstawowej im. AK w Jastkowicach. To kilkaset metrów od rodzinnego domu bohatera. Domu już nie ma, ale została pamięć. Jej strażnikiem jest Jastkowickie Stowarzyszenie Kulturalno-Historyczne „Dziedzictwo i Pamięć”, które rok w rok wspiera rodzinę bohatera i samorząd gminny w organizacji obchodów.
Komentarze