„Charzewicki Pieczony Ziemniak” wrócił do repertuaru miejskich imprez po dwóch latach przerwy. Spowodowana była rozbudową remizy. Nowymi murami strażnicy i odnowionym obejściem druhowie z Charzewic cieszą się już od kilku miesięcy, a w sobotę zaprosili do siebie każdego, komu tradycja i zabawa miła.
Zabawa, czyli kolejna miejska potańcówka, byłą na finał. Wcześniej były zabawy dla dzieci – prowadzone m.in. przez Młodzieżową Drużynę Pożarniczą – i dużo strawy dla gości w każdym wieku. Każdemu, kto chciał strażacy wyjmowali ziemniaki z żaru, a członkinie Koła Gospodyń Miejskich „Charzewiczanki” (współorganizatorki) dzieliły między gości bigosową zawartość wielkiej garkuchni. Było też na poważnie i na czasie. Strażacy z PSP instruowali, jak się zachować na wypadek alarmu, a pracownicy Sanepidu jakie grzyby zbierać i których unikać.
Ziemniak ma u nas ugruntowaną pozycję w tradycji nie tylko kulinarnej. Jest sycący, łatwo się przechowuje i jest podawany na setki sposobów. Jednak najprostszym daniem jest ziemniak pieczony bezpośrednio w żarze lub ogniu. O wieków, po zakończonych wykopkach ich uczestnicy zbierali się przy ogniu z palonych łęcin, w którym piekły się ziemniaki. Było gwarno i wesoło. I tak to przetrwało do dziś. Może tylko w zmienionej oprawie, ale tradycja się liczy, o czym świadczyła frekwencja na pikniku przy Jaśminowej.
Komentarze