Maciej Musiał trenerską przygodę rozpoczął w 2009 roku w Górniku Wieliczka, którego wcześniej przez niemal dekadę reprezentował jako zawodnik. W 2012 roku przeniósł się do Wisły Kraków, gdzie był asystentem kolejno: Grzegorza Kulawika, Michała Probierza i Kazimierza Moskala. Prowadził też trzecioligowe rezerwy „Białej Gwiazdy”.
Od 2016 roku współpracował z trenerem Moskalem w Pogoni Szczecin, Sandecji Nowy Sącz, ŁKS Łódź i Zagłębiu Sosnowiec. Po latach pracy w roli asystenta postanowił pójść własną drogą. W 2021 roku wrócił do Krakowa i samodzielnie prowadził kolejno Garbarnię (72 mecze), Wieczystą (8) i Hutnika (42).
W każdym z tych klubów zaczynał od porażki. Z Garbarnią przegrał w Rzeszowie ze Stalą 1:5, z Wieczystą w Krośnie z Karpatami 0:1, z Hutnikiem w Olsztynie 0:3.
Klątwa debiutu przełamana
Ze Stalą Stalowa Wola wreszcie przełamał złą passę – debiut zakończył się wygraną 2:0 nad Zagłębiem Sosnowiec, prowadzonym przez... Wojciecha Łobodzińskiego, jego poprzednika w Wieczystej.
– Przede wszystkim chciałem podziękować zespołowi za to, że pomógł mi przełamać klątwę debiutu – mówił Musiał po spotkaniu. – Zapracowaliśmy na to defensywą. Graliśmy z drużyną, która ma jeden z najwyższych potencjałów ofensywnych w tej lidze. Zagłębie to zespół poukładany, z indywidualnie bardzo dobrymi zawodnikami, z bardzo dobrą organizacją gry. Moim zdaniem to był jeden z najtrudniejszych rywali, jakiego niesie ta liga.
Jak do tego doszło..?
Zarząd Stali PSA nie kazał długo czekać na następcę Marcina Płuski. Trzy dni po porażce z Rekordem Bielsko-Biała prezes Marcin Łopatka pożegnał dotychczasowego szkoleniowca, a kilkanaście godzin później ogłoszono nazwisko nowego trenera.
– Był telefon od dyrektora sportowego. Nie wszyscy byli zadowoleni z tego, jak funkcjonuje zespół i jakie osiąga wyniki. Dlaczego wybór padł akurat na mnie? To pytanie nie do mnie – przyznał Musiał. – Nie pracowałem pół roku, więc oczywiście ciągnęło mnie do piłki. Ale nie chciałem wchodzić w coś, w czym nie będę się dobrze czuł. Dużo rozmawialiśmy o klubie, jego wizji i celach. Uważam, że Stal to jeden z najciekawszych projektów w tej lidze.
Bez deklaracji o awansie
Pytany o cele, trener Stali tonował nastroje.
– O awansie na razie nie myślę, nie zaprzątam sobie tym głowy – mówił. – Najpierw chcę, żeby zespół lepiej grał w piłkę i regularnie wygrywał. Jeśli pojawi się realna szansa na awans, oczywiście będziemy o niego walczyć. Na dziś moim celem jest uporządkować grę drużyny, przekonać zawodników do mojego stylu i przygotować zespół do kolejnych meczów rundy jesiennej.
Musiał podkreślił, że preferuje ofensywny futbol, ale ceni również solidność w obronie i potrafi docenić, kiedy jego drużyna atakuje, ale także, gdy kończy mecz z zerem z tyłu.
Wyjść z cienia ojca
Maciej Musiał doskonale zna Stalową Wolę. Jego ojciec, śp. Adam Musiał prowadził „Stalówkę” w połowie lat 90., gdy występowała w I lidze, wtedy najwyższej klasie rozgrywkowej. 18 listopada minie pięć lat od jego śmierci.
– Całe życie wychodzę z cienia ojca. Jak kopałem piłkę i teraz jak jestem trenerem. Ojciec osiągnął dobre wyniki pracując w najwyższej lidze. Nie ukrywam, że do Stalowej Woli zawsze był u nas w domu sentyment. Odwiedzaliśmy tatę razem z mamą i młodszym bratem Tomkiem, poznałem to miasto 30 lat temu, znałem tamtą drużynę i prawda jest taka, żę łatwiej było mi teraz podjąć decyzję, którą podjąłem. Powiem jeszcze, że niewiele brakowało, a zostałbym piłkarzem Stali. Z juniorami „Stalówki” byłem dwa razy na zgrupowaniu. Jednym słowem trochę już… liznąłem tej stalowowolskiej piłki (śmiech).
Komentarze