Dyplom nie gwarantuje już pracy. Choć statystyki mogą napawać optymizmem, bo bezrobocie w Polsce utrzymuje się na poziomie około 6 proc., a ofert pracy w regionie jest stosunkowo dużo, to rzeczywistość młodych ludzi jest bardziej skomplikowana. Coraz częściej okazuje się, że samo wykształcenie nie wystarcza, by znaleźć pracę zgodną z kwalifikacjami. Szacuje się, że nawet co czwarty młody pracownik wykonuje pracę poniżej poziomu swojego wykształcenia.
- Wielu absolwentów studiów trafia do prac, które nie wymagają dyplomu. To rodzi frustrację i poczucie, że kilka lat nauki nie przełożyło się na realne możliwości - mówi nauczyciel jednej ze szkół średnich w Stalowej Woli.
Problem szczególnie widoczny jest na Podkarpaciu. Gospodarka regionu, w tym Stalowej Woli, Niska i okolic opiera się głównie na przemyśle i budownictwie. Pracodawcy poszukują przede wszystkim osób z konkretnymi umiejętnościami technicznymi.
- Największy problem to brak specjalistów. Dziś najbardziej potrzebujemy operatorów maszyn, techników i pracowników z doświadczeniem praktycznym. Absolwentów kierunków ogólnych mamy dużo, ale nie zawsze odpowiadają oni na potrzeby rynku - podkreśla przedstawiciel jednej z lokalnych firm.
To właśnie tutaj pojawia się główny problem. Szkoły i uczelnie często kształcą w innym kierunku niż oczekuje tego rynek pracy.
Tegoroczne badania przeprowadzone wśród uczniów szkół ponadpodstawowych w Stalowej Woli pokazują wyraźny trend. Młodzi ludzie chcą wyjeżdżać. Ponad 70 proc. uczniów planuje studia wyższe, a aż 91,6 proc. zamierza podjąć je poza swoim miastem. Tylko około 10 proc. widzi swoją przyszłość w regionie. Dane są jeszcze bardziej przerażające w połączeniu z 2500 osób zarejestrowanych w samym Powiatowym Urzędzie Pracy w Stalowej Woli.
- Wydaje się, że w większych miastach są większe możliwości. Chcemy spróbować czegoś więcej, zdobyć doświadczenie i lepiej zarabiać - komentuje maturzystka jednego z techników.
Decyzje edukacyjne młodych ludzi coraz częściej podyktowane są względami ekonomicznymi. Ponad 80% uczniów wskazuje, że najważniejsze są zarobki i możliwość znalezienia pracy.
- Wybieramy kierunki, które wydają się bezpieczne. Nie zawsze są to nasze pasje, ale chcemy mieć stabilność. Najtrudniejsze jest to, że nie wiemy, co wybrać. Boimy się, że podejmiemy złą decyzję - dodaje jej kolega z klasy.
Ponad połowa uczniów przyznaje, że szkoła nie przygotowała ich do podjęcia decyzji o dalszej edukacji.
- Doradztwo zawodowe w obecnej formie jest niewystarczające. Uczniowie często bazują na informacjach z internetu, które nie zawsze są rzetelne - mówi maturzysta z Niska.
Z badań wynika, że ponad 90% młodych ludzi czerpie wiedzę o przyszłości właśnie z sieci i mediów społecznościowych. Dyrektor jednej ze szkół średnich zaznacza:
- Potrzebujemy realnego wsparcia systemowego. Uczniowie powinni mieć dostęp do doradców, którzy pokażą im konkretne ścieżki kariery. Brakuje kontaktu z praktyką, a uczniowie zwracają uwagę na jeszcze jeden problem, jakim jest brak praktycznego przygotowania do pracy. Podobnie uważa zdecydowana większość moich kolegów i koleżanek w zawodzie.
Jedna z nauczycielek przedmiotów zawodowych dodaje:
- Współpraca szkół z pracodawcami powinna być znacznie większa. Praktyki, staże, wizyty studyjne, to wszystko pomaga uczniom zrozumieć rynek pracy.
Problem niedopasowania dobrze pokazuje historia 24-letniej Karoliny. Ukończyła studia z zarządzania i wróciła do rodzinnej miejscowości.
- Myślałam, że znajdę pracę w zawodzie. Okazało się, że wszędzie wymagają doświadczenia albo konkretnych umiejętności, których nie zdobyłam na studiach. To nie było to, co planowałam. Teraz myślę o zmianie zawodu na bardziej praktyczny.
Ostatecznie podjęła pracę w sklepie. A takich historii jest dużo, dużo więcej.
Próbą odpowiedzi na te problemy ma być projekt „Orientuj się!”, realizowany przez Wojewódzki Urząd Pracy w Rzeszowie. Program zakłada m.in. rozwój doradztwa zawodowego, lepszą współpracę szkół z pracodawcami oraz pokazywanie różnych ścieżek kariery, nie tylko akademickich. W Stalowej Woli inicjatywę wspiera Monika Pachacz-Świderska, zastępca prezydenta miasta.
- Widzimy, że młodzi ludzie stoją dziś przed dużo trudniejszymi wyborami niż kiedyś. Nie wystarczy już powiedzieć: idź na studia. Chcemy pomóc uczniom podejmować świadome decyzje, oparte na realnych potrzebach rynku pracy. To zmiana myślenia o edukacji. Musimy lepiej łączyć szkołę z rynkiem pracy i pokazywać młodym konkretne możliwości - jak dodaje zastępca prezydenta, projekt ma charakter długofalowy.
Brak perspektyw sprawia, że młodzi wyjeżdżają do większych miast lub za granicę. To z kolei pogłębia problemy regionu. Schemat jest prosty: młodzi wyjeżdżają, brakuje pracowników, firmy mają trudności z rozwojem, nowych inwestycji jest mniej, a sytuacja się zapętla.
Rynek wzmacniany jest pracownikami z zagranicy, którzy są jednak przecież pracownikami sezonowymi. Aby zatrzymać młodych ludzi atrakcyjnymi i adekwatnymi do wykształcenia ofertami pracy, a co się z tym bezpośrednio wiąże życia w naszym regionie, potrzebne są konkretne działania. Może to być wzmocnienie doradztwa zawodowego w szkołach, rozwój szkolnictwa technicznego i branżowego, łączenie nauki z praktyką, ścisła współpraca szkół z lokalnymi firmami, ale też większe zaangażowanie samorządów.
Dzisiejszej młodzieży nie brakuje ambicji. Wręcz przeciwnie, chcą się rozwijać i dobrze zarabiać. Problem polega na tym, że nie zawsze wiedzą, jaką drogę wybrać. Między marzeniami, a realiami rynku pracy powstaje luka. Dziś sam dyplom to za mało. Coraz większe znaczenie mają konkretne umiejętności, doświadczenie i świadome decyzje. Pytania, które stoją przed regionem, są kluczowe: czy będzie to miejsce, z którego młodzi wyjeżdżają, czy takie, w którym chcą zostać i budować swoją przyszłość? Od odpowiedzi i realnych zmian zależy nasza przyszłość. Wtedy też zakwitną kasztany.
Władek Oczkowski
Komentarze