0.0 / 5
1 listopada 2025

Dusze wymagały

W Dzikowcu jeszcze długo po wojnie opowiadano, że na plebanii „straszyło”. Kiedy inni woleli omijać to miejsce, ksiądz Stanisław Sudoł nie uciekł. W swojej kronice zanotował tylko krótko: „Dusze wymagały.”

REKLAMA

Nie był wizjonerem ani egzorcystą, lecz człowiekiem głębokiej wiary i sumienia. Zamiast dopatrywać się w zjawiskach nadprzyrodzonej grozy, odczytał je jako przypomnienie o obowiązku wobec zmarłych. Odprawił zaległe Msze święte i – jak później zapisał – na plebanii zapanował spokój.

To wydarzenie, z pozoru anegdotyczne, dobrze oddaje duchową sylwetkę kapłana, który całe życie spędził w cieniu ołtarza, modlitwy i ciszy.

Nie szukał rozgłosu

Ks. Stanisław Sudoł urodził się 16 marca 1895 roku w Zembrzy k. Raniżowa, w powiecie kolbuszowskim. Pomimo iż w tamtych czasach do edukacji nie przywiązywano wielkiej wagi i najczęściej poprzestawano na podstawowym wykształceniu, inaczej ułożyły się losy Stanisława Sudoła. Uczęszczał najpierw do szkoły w Raniżowie, a następnie do gimnazjum w Rzeszowie i w Samborze. Jesienią 1915 roku wstąpił do Seminarium Duchownego w Przemyślu. Święcenia kapłańskie przyjął 1 czerwca 1919 roku z rąk św. Józefa Sebastiana Pelczara, po czym został skierowany jako wikariusz do parafii Rakszawa. Po kilku latach przeniesiono go do Wiązownicy – najpierw jako administratora, potem jako proboszcza. W Wiązownicy prowadził budowę kościoła, inicjował powstawanie świątyń w Manasterzu i Szówsku.

10 stycznia 1945 roku objął parafię w Dzikowcu. Szybko zaprzyjaźnił się z miejscową ludnością, znał jej gwarę i zwyczaje. Prowadził intensywną działalność duszpasterską: wprowadził czterdziestogodzinne nabożeństwa, adoracje Najświętszego Sakramentu, organizował grupy modlitewne, a sam często trwał na adoracji przez całą noc. Jego pobożność nie była oderwana od życia – modlitwa przenikała każdy dzień, a troska o dusze szła w parze z konkretną pomocą ludziom.

Żył w czasach, które wymagały od księdza nie tylko wiary, ale i hartu ducha – dwie wojny światowe, okupacja, kolektywizacja wsi. Mimo to, jak wspominają parafianie, nigdy nie narzekał. „Zawsze spokojny, zawsze skupiony. Najwięcej mówił wtedy, gdy milczał” – zapisał jeden ze świadków w procesie beatyfikacyjnym. Był jednym z tych duszpasterzy, których obecność działała bardziej niż słowa. Mieszkańcy wspominają go stojącego przy ołtarzu w ciszy, z lekko pochyloną głową, modlącego się z takim skupieniem, że nikt nie odważył się nawet szepnąć.

Surowy wobec siebie

W życiu codziennym ks. Sudoł był ascetą. Wstawał o świcie, godzinami modlił się w kościele. Jadł skromnie, często tylko raz dziennie, i niemal nigdy nie opuszczał brewiarza. Pieniądze, które otrzymywał za posługę, rozdawał ubogim, często anonimowo.

W życiu codziennym ks. Sudoł był ascetą. Wstawał o świcie, godzinami modlił się w kościele. Jadł skromnie, często tylko raz dziennie, i niemal nigdy nie opuszczał brewiarza. Pieniądze, które otrzymywał za posługę, rozdawał ubogim, często anonimowo.

Jego duchowość skupiała się wokół tajemnicy Męki Pańskiej. W czasie Wielkiego Postu 1923 roku głosił cykl kazań pasyjnych, które po latach opracował i wydał ks. Krzysztof Cisek pod tytułem „Rozważania o Męce Pańskiej”. Napisano w niej: „Rozmyślanie męki Pańskiej jest pożyteczne dla grzeszników, bo poznają, jak straszny jest grzech śmiertelny, i dla sprawiedliwych, bo rozpala w nich miłość ku Jezusowi.”

W tych rozważaniach widać ascetyczną prostotę jego duchowości i przekonanie, że każde cierpienie ma wartość, jeśli jest przeżywane z wiarą. Nie znajdziemy tam retoryki ani teologicznych ozdobników – jest za to surowa prawda o życiu, winie i nadziei.

W parafii uchodził za wymagającego spowiednika – nie w sensie surowości, lecz powagi. Każdemu, kto przystępował do konfesjonału, przypominał, że spowiedź to nie rozmowa, lecz sąd sumienia przed Bogiem.

„Nocne niepokoje”

W Dzikowcu ks. Sudoł zapisał się jako proboszcz, który potrafił pogodzić obowiązki duszpasterza z troską o materialne potrzeby parafii. To on zainicjował remont kościoła, troszczył się o chorych i sieroty, prowadził rekolekcje i katechezę.

Z czasem jednak wokół jego osoby zaczęły krążyć niezwykłe opowieści. Mówiono, że nocami na plebanii dzieją się dziwne rzeczy: gasną lampy, słychać kroki i stukanie, coś zsuwa z niego kołdrę. Wspominał o tym etnograf Franciszek Kotula, który w swoich badaniach zapisał, że proboszczowie przed nim „uciekali z parafii, a wikariusze doznawali szoku”.

Sam ks. Sudoł nigdy nie zaprzeczył, że coś się działo, ale odrzucił sensacyjne wyjaśnienia. W jego kronice parafialnej zachował się krótki, jednoznaczny komentarz: „Mówiono o strachach w Dzikowcu, prawdziwie! Ale to fundacje mszalne oparte na ofiarach polowych nie były odprawiane. Dusze wymagały”.

Odkrył bowiem, że w dokumentach parafialnych znajdowały się intencje mszalne, których poprzedni proboszczowie nie wypełnili. Uznał, że zmarli fundatorzy upominają się o swoje Msze. Zgłosił sprawę do kurii, odprawił zaległe nabożeństwa – i, jak zgodnie wspominają świadkowie, nocne zjawiska ustały.

Nie robił z tego cudu ani objawienia. Dla niego był to znak sumienia, przypomnienie, że w Kościele nie wolno niczego zaniedbać – ani wobec żywych, ani wobec zmarłych.

Sumienie, które nie zasypia

To doświadczenie dobrze oddaje duchowość ks. Sudoła – prostą, ale przenikliwą. W jego rozumieniu czyściec nie był miejscem grozy, lecz przestrzenią oczyszczenia i nadziei.

Wierzył, że dusze zmarłych są częścią tej samej wspólnoty, co żywi, i że modlitwa może realnie pomóc w ich drodze do Boga. W czasach, gdy ludzie coraz częściej zapominali o wypominkach czy gregoriankach, on przypominał, że pamięć o zmarłych jest nie tylko tradycją, lecz obowiązkiem miłości.

Jego krótkie zdanie „Dusze wymagały” można odczytywać szerzej – jako przypomnienie, że każdy człowiek nosi w sobie coś, co „wymaga” naprawy, pojednania, dokończenia.

Spowiednik i ojciec duchowy

Z biegiem lat jego plebania stała się miejscem, do którego przyjeżdżali ludzie z odległych miejscowości. Szukali nie cudów, ale spowiedzi, rady i pokoju serca.

Był znany z cierpliwości – potrafił słuchać godzinami, nie przerywając. Wielu wspomina, że jego milczenie było wymowniejsze niż słowa. Jak wspominali parafianie, po spowiedzi u księdza Sudoła człowiek wychodził spokojniejszy, jakby zostawił w konfesjonale cały ciężar życia.

Choć był wymagający, nigdy nie potępiał. Wierzył, że nawet największy grzesznik ma w sobie iskrę dobra. W tym duchu powtarzał słowa: „Upadł Piotr, ale powstał natychmiast. Ludzką rzeczą jest zgrzeszyć, boską – powstać z upadku”.

Ostatnie lata i pamięć

Ostatnie lata życia spędził w chorobie, ale do końca pozostał w parafii. Mieszkańcy Dzikowca wspominają, że jeszcze kilka dni przed śmiercią odprawiał Mszę, podtrzymywany przez ministrantów. Zmarł 19 marca 1981 roku, w uroczystość św. Józefa, patrona dobrej śmierci. Pogrzeb odbył się trzy dni później, 22 marca, w trzecią niedzielę Wielkiego Postu, i zgromadził tysiące wiernych. Spoczął na miejscowym cmentarzu, a parafianie wyryli na jego nagrobku słowa: „Módl się za nami i ciesz się w Niebie, za wierną służbę Bogu i ludziom”.

Z biegiem lat pamięć o nim nie zgasła. Na jego grobie wciąż płonęły znicze wdzięczności – za słowa, które podnosiły na duchu, za spowiedź, po której człowiek odzyskiwał spokój, za modlitwę, którą prowadził w milczeniu. 19 marca 2014 r., w 33. rocznicę jego śmierci diecezja sandomierska rozpoczęła jego proces beatyfikacyjny, a dziewięć lat później zakończono jego etap diecezjalny. Biskup Krzysztof Nitkiewicz, który przewodniczył publicznej sesji wstępnej, a następnie Mszy św. o rychłą beatyfikację ks. Sudoła, powiedział: „Przez otwarcie procesu beatyfikacyjnego ks. Stanisława Sudoła, Opatrzność Boża wydobywa ze wspólnoty Kościoła postać szczególną, nieprzeciętną, wyjątkową. Ksiądz Sudoł należał całkowicie do Chrystusa. Utożsamiał się z Nim nie tylko w liturgii, ale i w sposobie kapłańskiego posługiwania. Kochał ludzi i dla nich żył niezależnie od gwałtowności wojny, napięć na tle narodowościowym i w czasach komunizmu. Jest dla nas wzorem, rachunkiem sumienia, mocnym znakiem danym od Boga, aby nie zwlekać z nawróceniem i uwierzyć Ewangelii”.

W grudniu 2018 roku, zgodnie z wymogami prawa kanonizacyjnego, dokonano ekshumacji jego szczątków. Po rozpoznaniu i przeniesieniu zostały one złożone w specjalnym grobowcu w murze kościoła parafialnego w Dzikowcu – tej samej świątyni, w której przez dziesięciolecia pełnił swoją posługę.

Dochodzenie na etapie diecezjalnym zakończyło się 2 czerwca 2019 r. w Dzikowcu, w 100. rocznicę święceń kapłańskich ks. Stanisława Sudoła. 27 czerwca 2019 r. biskup sandomierski Krzysztof Nitkiewicz złożył akta dochodzenia diecezjalnego w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Od tego momentu dochodzenie toczy się na etapie rzymskim.

Dla wielu wiernych jest już teraz patronem codzienności – cichej, uczciwej i pełnej modlitwy. W czasach, gdy łatwo ulec zgiełkowi świata, jego postać przypomina, że świętość nie potrzebuje rozgłosu. Objawia się w ciszy, w wierności obowiązkom, w tym, że ktoś „nie uciekł, gdy inni uciekali”. A jego krótkie „Dusze wymagały” pozostaje przestrogą, by i nasze sumienia nigdy nie zasnęły.

Ks. Grzegorz Słodkowski
Rzecznik Diecezji Sandomierskiej

Oceń artykuł: 
Aktualna ocena:  0.0

Udostępnij artykuł:

Oceń artykuł: 
Aktualna ocena:  0.0

Komentarze

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Wpisz nazwę użytkownika
Wpisz treść wiadomości
REKLAMA
logo logo

Sztafeta w nowej odsłonie – szybkie newsy, lokalne historie i wszystko, czym żyje Stalowa. Zawsze na bieżąco, zawsze po sąsiedzku.

Mieięcznik Sztafeta

Dołącz do stałych czytelników

Kliknij i dowiedz się jak możesz zamówić stałą prenumeratę naszej gazety!

Zamów prenumeratę

Wydawnictwo Sztafeta Sp. z o.o.

Al. Jana Pawła II 25A/1010
37-450 Stalowa Wola

15 810 94 00 (Redakcja)

redakcja@sztafeta.pl

Twój koszyk

{{ formatPrice(item.price) }} zł
Suma: {{cart.total}} {{cart.currency=='PLN'?'zł':''}}
Realizuj zamówienie
Nie masz żadnych produktów w koszyku. Przejdź do sklepu