Prawo i Sprawiedliwość zdążyło już przyzwyczaić Polaków do udziału w castingach na „kandydata na kandydata”, tworzenia gabinetów cieni i podobnych akcji. Tym jednak razem największa opozycyjna partia, która jest w widocznym kryzysie, rzuciła na szalę więcej, niż wcześniej. Na kilka dni przed krakowską konwencją PiS, prezes Kaczyński w Radio Maryja przyznał, że ma już kandydata na premiera przyszłego rządu. Statut partii daje prezesowi prawo takiego wskazania. – To musi być kandydat, który pozwoli wygrać wybory i być w nich lokomotywą – sprecyzował oczekiwania od kandydata na premiera. Jego najbliżsi współpracownicy dookreślili charakterystykę kandydata na pierwszego ministra, który na początku ma pogodzić zwaśnione frakcje w PiS, by partia do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych szła pod jednym sztandarem.
W tym miejscu doszło do kontrolowanych przecieków z kręgu opozycyjnych elit, które zostały uzupełnione przez rodaków interesujących się polityką kolejnymi nazwiskami. I tu było pierwsze zaskoczenie – w każdym zestawieniu było nazwisko prezydenta Stalowej Woli. Kandydata na szefa nowego rządu postanowili poszukać bukmacherzy. I tu drugie zaskoczenie – im było bliżej soboty i spotkania PiS w krakowskim „Sokole” tym akcje Nadbereżnego rosły. W sobotnie przedpołudnie był już liderem notowań.
Czy prezydent Stalowej Woli, będzie oficjalnym kandydatem PiS na premiera? Tego dowiemy się po godzinie 14, podczas konwencji PiS w Krakowie.
Komentarze