„Marian Krotochwil. Kresy w sercu…” to zbiór obrazów olejnych, szkiców i rysunków pozyskanych głównie z Muzeum Niepodległości, ale nie tylko. Ekspozycja miała wcześniej trafić do Zamku Lubomirskich, jednak nie tylko stalowowolskie MR było zainteresowane pozyskaniem dzieł artysty, który nie tylko Podole, Wołyń i Pokucie miał w sercu. Nostalgia ciągnęła go na Kresy, gdzie się urodził. Później do Polski, w której tryumfował pierwsze artystyczne wzloty. Zakochał się w Cervantesie, malował, rysował, grał na fortepianie i pisał, ale w podręcznikach tylko niektórych natrafimy na Mariana Gleba Krotochwila.
Każdy, kto wybierze się do Zamku Lubomirskich winien wcześniej zagłębić się w biografii malarza i rysownika, by w pełni pojąć co się kryje pod jego delikatną kreską i mniej subtelnymi pociągnięciami pędzla. Życiorys Krotochwila to los Polaka tułacza, który nawet w snach śnił ojczyznę. Wychował się na Kresach, tworzyć prawdziwie zaczął w Warszawie i z bronią w ręce nawykłej do pędzla bronił granic Polski. Po wrześniowej klęsce trafił do gen. Maczka w Szkocji. Na koniec osiadł w Londynie, a jego dom był przystanią dla talentów z Polski. Wierzył w ideę Polski Jagiellonów i nie rozumiał faszyzmu UPA. Pisał o tym, pisał też biografie. Twórczość piśmiennicza jest dziś dostępna tylko dla badaczy, ale obrazów, grafik i rytów w różnych technikach pozostawił po sobie wiele. W MR są głównie sceny zapamiętane z dzieciństwa, szkice rodzajowe, rysowane kadry z huculskich jarmarków, zatrzymane w myśli sceny z Polesia, a sceny z Wołynia, choć czarno-białe widzimy w kolorach. Bo taki był i pozostał Krotochwil.
Muzeum przy ul. Sandomierskiej zachęcając do zwiedzania spuścizny po niezwykłym twórcy, zachęca do udziału w lekcjach i warsztatach prowadzonych zarówno dla dzieci, młodzieży, jak i dorosłych. Tak, żeby poznać człowieka urodzonego w Kosowie Huculskim dogłębnie.

Komentarze