Choinkowe szaleństwo rozpoczęło się już pod koniec listopada w budowlanych supermarketach. Szybko dołączyły do nich duże sieci spożywcze, a potem zapełnił się plac targowy pod wiaduktem przy Okulickiego. Od poniedziałku choinki sprzedaje też Nadleśnictwo Rozwadów. Jednym słowem, jest w czym i gdzie wybierać.
W porównaniu do cen ubiegłorocznych żywe choinki podrożały chyba tylko o wskaźnik inflacji. Oczywiście najtańsze są w Nadleśnictwie, gdzie ceny świerków zaczynają się już od 30 zł. Trochę więcej, ale zawsze to cena dwucyfrowa, trzeba zapłacić w supermarketach, gdzie królują świerki i jodły w doniczkach. Największy wybór jest jednak pod wiaduktem. Wybór gatunkowy drzew choinkowych jest naprawdę duży. Prym wiodą jodły kaukaskie, ale są też świerki pospolite, a natrafiliśmy nawet na sosnę zwyczajną, która wierząc w zapewnienie sprzedającego najładniej pachnie ze wszystkich choinek; no i jest sama w sobie oryginalna.
Za jodłę kaukaską „średniego wzrostu” trzeba zapłacić nie mniej niż 150 zł, ale przygotujmy portfel na 150-200 zł. Niemało, ale z gwarancją, że do Nowego Roku igły nam nie opadną. Wybór rozmiarów jest duży. Najdroższy sprzedany do tej pory egzemplarz kaukaskiej miał ponad 5 m wysokości i kupujący musiał wysupłać prawie 1,5 tys. zł. Tłoku między choinkami nie ma, bo handel trwa prawie całą dobę.
Jeżeli komuś nie pasuje walka z igłami na dywanie może wybierać w choinkach sztucznych. Podaż na pewno przewyższa popyt, ale ceny choinek plastikowych bardziej podskoczyły niż żywych. Za średniej wysokości drzewo zrobione w warsztacie trzeba zapłacić co najmniej 250 zł. Wybór też jest duży, ale im bardziej wydziwiamy, tym więcej płacimy. Święta są jednak tylko raz do roku i większość z nas hołduje zasadzie zastaw się, a postaw się. Na sumowanie rachunków przyjdzie czas po Nowym Roku.
Komentarze