0.0 / 5
Stalowa Wola 4 sierpnia 2025

Całe życie musiałem o coś walczyć

„Stalówka” znokautowała na swoim stadionie Podbeskidzie Bielsko-Biała, a jednym z tych, którzy odesłali „górali” do narożnika, już w pierwszej połowie spotkania, był HUBERT TOMALSKI. Kilka minut po meczu rozmawialismy z pomocnikiem Stali Stalowa Wola.

REKLAMA

– Gratuluje efektownego zwycięstwa i na początek poproszę o kilka zdań podsumowania… pierwszego waszego meczu, w Grudziądzu. Inauguracja sezonu w waszym wykonaniu, powiedzmy szczerze, nie była wysokich lotów.
– Wiadomo, pierwszy mecz zawsze jest jedną wielką niewiadomą. W Grudziądzu nie zagraliśmy wielkiego meczu, ale niewiele dzieliło nas od wygranej. Gdybyśmy nie stracili bramki w końcówce, to zakładam, że dzisiaj nikt nie mówiłby już o tym, że się słabo kleiła gra z Olimpią. Najważniejsze, że przywieźliśmy punkt, który w ostatecznym rozrachunku na koniec sezonu może się okazać bardzo ważny.
– Minął zaledwie tydzień i oglądaliśmy zupełnie inną Stal. Mającą pomysł na grę, od początku wiedzącą, czego chce i jak to osiągnąć. Było co oglądać.
– Wychodziliśmy na Podbeskidziem przygotowani na twardą, naprawdę, walkę. Oni jechali do nas po porażce u siebie z Sandecją i na pewno mieli coś do udowodnienia, zrehabilitowania się za tą wpadkę. Byliśmy na to przygotowani, ale też pełni wiary w swój potencjał. Wychodziliśmy do gry też z takim nastawieniem, żeby jak najszybciej zamknąć to spotkanie. I, jak widać, udało się.

– Nie rozczarowało pana Podbeskidzie? Drużyna, która owszem, przegrała na inaugurację, ale która oddała w meczu z Sandecją aż 26 strzałów, a w Stalowej Woli przez godzinę gry może ze dwa razy uderzyła w kierunku bramki.
– Cały tydzień mieliśmy konkretną analizę rywala. Wiedzieliśmy, że od początku trzeba wysoko zakładać na nich pressing i dlatego kosztowało nas to dużo zdrowia. Ale widać było od pierwszej minuty, że jesteśmy zdeterminowani i konsekwentnie realizujemy swój plan. W pierwszej połowie Podbeskidzie nie miało żadnych klarownych sytuacji, ponieważ daliśmy wszystko z siebie, i nie daliśmy im rozwinąć skrzydeł.
– Ale w drugiej połowie coś zaczęło się psuć w stalowowolskiej maszynie. Chyba to czwarte trafienie Patryka Zauchy za bardzo was uspokoiło.
– Nie uważam, żebyśmy oddali inicjatywę w drugiej połowie, ale tak wygląda większość spotkań, także w Ekstraklasie i w I lidze. Tak już jest, że jak drużyna ma wynik, szczególnie tak wysoki jaki my mieliśmy, to chcąc nie chcąc, koncentracja i dyscyplina w grze tracą na jakości. Przeciwnik zaczyna upraszczać grę, kopie długą piłkę i wtedy można się na chwilę przytkać, ale i tak wydaje mi się, że mieliśmy cały czas kontrolę nad meczem i w drugiej połowie mogliśmy wcześniej „dobić” Podbeskidzie, bo mieliśmy dwie dobre sytuacje na podwyższenie wyniku.
– Nie często zdarzają się mecze, które obfitują w taką ilość zdobytych bramek, a do tego tak „urodziwych”, jakie oglądaliśmy w tym meczu.
– To prawda, ale ja się temu nie dziwię, bo mamy jakościowo bardzo dobrych piłkarzy, o sporych naprawdę umiejętnościach i co najważniejsze, takich, którzy zasuwają ciężko na treningach, którzy chcą się rozwijać i grać na maksimum swoich możliwości. Wierzę, że jeśli utrzymamy taki poziom, to na koniec sezonu będzie z czego się cieszyć.
– Reprezentując inne klubu, np. Pogoń Siedlce, Siarkę albo Puszczę miał pan możliwość grania przeciwko Stali i na tym stadionie. Czy pomyślał pan kiedykolwiek, że za kilka lat przywdzieje „zielono-czarne”.... szaty?
– Nie, bo w piłce nożnej wszystko może się zdarzyć. Tak naprawdę zawodnik patrzy przede wszystkim na siebie. No chyba że jest faktycznie związany emocjonalnie z jednym wyłącznie klubem od wielu lat. Natomiast jeśli nie przywiązuje większej wagi do klubowych barw, to raz jest tutaj, raz gdzie indziej. Takie jest po prostu życie piłkarza. Ja podpisałem kontrakt ze Stalą i będę dawał wszystko dla Stalowej Woli. Dla kibiców, którzy rewelacyjnie nas dopingowali, stwarzając na trybunach fantastyczną atmosferę.
– Wie pan, jakie były pierwsze komentarze po tym, jak ukazała się informacja, że Tomalski został piłkarzem „Stalówki”?
– Nie wiem, ale zamieniam się w słuch.
– Że przyszedł piłkarz jakiego brakowało. Piłkarz charakterny, nie odstawiający nogi, waleczny i nakręcający grę. Taki, który tyra ciężko na boisku i który często potrafi dźwignąć drużynę w kluczowych momentach spotkań.
– I takiego mam nadzieję, będą oglądać kibice Stali w każdym meczu. Powiem szczerze; ja mam taki charakter, że nie odpuszczam. Całe życie musiałem o coś walczyć, niczego nie dostałem za darmo. Nic w piłce nie przychodziło mi łatwo. Będę wspierał chłopaków, podpowiadał, walczył i chcę żebyśmy byli drużyną zadziorną, nieustępliwą, nie poddająca się i walczącą zawsze do końca. Myślę, że dzisiaj w tym spotkaniu to pokazaliśmy. Podbeskidzie nie istniało.

Rozm. Mariusz Biel

Oceń artykuł: 
Aktualna ocena:  0.0

Udostępnij artykuł:

Oceń artykuł: 
Aktualna ocena:  0.0

Komentarze

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Wpisz nazwę użytkownika
Wpisz treść wiadomości
REKLAMA
logo logo

Sztafeta w nowej odsłonie – szybkie newsy, lokalne historie i wszystko, czym żyje Stalowa. Zawsze na bieżąco, zawsze po sąsiedzku.

Mieięcznik Sztafeta

Dołącz do stałych czytelników

Kliknij i dowiedz się jak możesz zamówić stałą prenumeratę naszej gazety!

Zamów prenumeratę

Wydawnictwo Sztafeta Sp. z o.o.

Al. Jana Pawła II 25A/1010
37-450 Stalowa Wola

15 810 94 00 (Redakcja)

redakcja@sztafeta.pl

Twój koszyk

{{ formatPrice(item.price) }} zł
Suma: {{cart.total}} {{cart.currency=='PLN'?'zł':''}}
Realizuj zamówienie
Nie masz żadnych produktów w koszyku. Przejdź do sklepu