0.0 / 5
Stalowa Wola 6 marca 2026

Ballada o pewnym kinie

Wiele wspomnień, w tym bardzo osobistych, popłynęło podczas ostatniej (4 marca) Kafejki Historycznej w Bibliotece Miejskiej w Stalowej Woli. Ale nie mogło być inaczej, skoro poświęcona była kultowemu w historii naszego miasta kinu „Ballada”. Zamknięte w 2018 r., w 2028 r. ma ruszyć jako element nowego w Stalowej Woli centrum kultury i sztuki, pod skrzydłami Miejskiego Domu Kultury.

REKLAMA

Podczas Kafejki zatytułowanej „Złote czasy kina Ballada” było więc wiele o zapamiętanych filmach i pierwszych seansach oglądanych w tym kinie, o porankach dla dzieci, filmach dla młodzieży i projekcjach „wieczorową porą”, o ogromnych kolejkach przed kinem (wybijanych przez tłum szybach przy wejściu) i bardzo surowych bileterkach, pilnujących, by żaden nieletni nie „prześlizgnął się” na film dozwolony od lat 18.

Wspominano niepowtarzalną atmosferę tego kina (otwarto go w kwietniu 1958 r.), wrażenia z nim związane i osoby z jego personelu.

Zostały pamiątki i wspomnienia

Sławomir Mączka z Miejskiego Domu Kultury zaprezentował też kilka pamiątek, elementów wyposażenia „Ballady”, w tym fragment tkaniny - mozaiki z ścian kina, które ocalono przed rozpoczęciem jego generalnego remontu.

Mówiono także o tym, że kiedyś czasami chodziło się „do kina” (było to wydarzenie bardziej towarzyskie), a czasami po prostu „na film”. Z kolei Marek Stańkowski mówił o projekcie całego gmachu, którego częścią była „Ballada”, i jego założeniach architektonicznych.

Ale nawet najstarszy stalowowolski „góral”, czyli znany regionalista, redaktor Dionizy Garbacz, nie mógł powiedzieć, skąd wzięła się nazwa „Ballada” i kto ją wymyślił. Wspominał pierwszy seans w historii tego kina, choć nie pamiętał już, jakim cudem udało mu się zdobyć bilet, bo tłum chętnych był wówczas przeogromny (miał wtedy 18 lat).

Na kolejną już Kafejkę, której współorganizatorem była właśnie Fundacja jego imienia, czyli Stalovianum, przybyło liczne grono dawnych bywalców „Ballady”, od najstarszych, pamiętających „Paryżankę” z Brigitte Bardot – pierwszy seans z 20 kwietnia 1958 r., przez tych w średnim wieku, po najmłodsze pokolenie, urodzone już w XXI wieku. Byli także i ci, którzy 31 października 2018 r. zasiedli w „Balladzie” na ostatnim przed jej zamknięciem seansie – filmie „Zwyczajna przysługa”.

Takim satyrycznym rysunkiem, w lipcu 1961 r. „Socjalistyczne Tempo” skomentowało brak wentylacji w „Balladzie”

Ballada o historii

Historyczny rys „Ballady”, można powiedzieć, nomen omen, „wyświetliła” Anna Garbaczowa, wieloletnia dziennikarka „Sztafety”, przypominając historię także kina „Stal”, najstarszej takiej placówki w Stalowej Woli, jeszcze z przedwojennymi korzeniami (dziś, przy ulicy Narutowicza, jest tam supermarket „Stokrotka”). „Stal” była również estradą i publicznym forum miasta: odbywały się tu liczne i różne występy artystyczne, koncerty, pokazy, spektakle teatralne, spotkania, akademie, polityczne zgromadzenia itd.

– W ogóle to, co się zwało kulturą lub o nią się ocierało, znajdowało dach w kinie „Stal” – pisało w 1976 r. „Socjalistyczne Tempo”, gazeta Huty Stalowa Wola.

A kino „Ballada” rodziło się w bólach. Decyzję o jego budowie władze miasta podjęły w 1954 r., gdy jedynym kinem w Stalowej Woli była wspomniana i bardzo oblegana, zwłaszcza przez młodych ludzi, „Stal”.

Gdy więc niezbyt daleko od „Stali”, przy ul. Staszica, na piaszczystym pagórku porośniętym brzozowo-sosnowym laskiem, pojawiło się drewniane ogrodzenie i robotnicy, wszystko było już jasne: tu stanie nowe kino.

Od razu pojawiły się też problemy. Szef Zakładu Budynków Miejskich i kierownik budowy kina, inż. Alojzy Sztwiertnia, wspominał:

– W 1954 r. były finanse, brakowało dokumentacji. Zaś w 1955 r. jest dokumentacja, a brakuje pieniędzy.

Tak czy inaczej, nowe kino z końcem 1955 r. było w stanie surowym. Brakowało jednak pieniędzy na jego dokończenie i wyposażenie. Nie brakowało za to narzekań na taki stan rzeczy. Młody radny Stalowej Woli, Józef Gaweł ze Związku Młodzieży Polskiej, na sesji Miejskiej Rady Narodowej postulował nawet, by wysłać delegację do Zarządu Kinematografii w Warszawie i „tym biurokratom zwrócić uwagę na to, ażeby kino ukończyć w bieżącym roku, gdyż na ten cel potrzebny jest niewielki kredyt”.

Ale i w 1955, 1956 i w 1957 roku kino nie zostało uruchomione. Za to 1 kwietnia 1957 r. w sali widowiskowej Zakładowego Domu Kultury w Stalowej Woli otwarto ogromne (sala z balkonem mogła pomieścić ok. 800 osób), ale niepanoramiczne kino „Wrzos”.

Plac przed kinem Ballada, rok 1968

Panorama to jest to

Tu wyjaśnijmy: ekran panoramiczny to bardzo wydłużony, prostokątny format o proporcjach 1,85:1 (z szerokością znacznie większą od wysokości), dający widzom wrażenie głębi obrazu i „zanurzenia” (immersji) w filmie.

Tymczasem ekran zamontowany we „Wrzosie” kształtem zbliżony był bardziej do kwadratu, miał „telewizyjny” format 1,33:1 (4:3). Zresztą, na Zachodzie wprowadzenie do kin ekranów panoramicznych miało być odpowiedzią na coraz bardziej popularną wtedy telewizję. Ekrany takie dawały widzowi wizualne wrażenia niemożliwe do uzyskania w domu, przed telewizorem, np. przy wyświetlaniu epickich ujęć krajobrazowych czy dynamicznych scen akcji.

Także aparatura do wyświetlania takich filmów musiała być odpowiednio przygotowana. Otóż filmy panoramiczne (np. w formacie CinemaScope, popularnym już od lat 50.) kręcone były na taśmie 35 mm w sposób „ściśnięty” (w fachowej terminologii – anamorfotyczny). Aby obraz na ekranie był wydłużony, projektor musiał być wyposażony w specjalną przystawkę (obiektyw), która „rozciągała” go do proporcji panoramicznych. Oczywiście była to wtedy aparatura analogowa. Filmy panoramiczne w programie kina „Ballada” zaznaczano jako (panorama) albo (pan.).

Szeroki ekran i sprzęt do wyświetlania filmów panoramicznych kino „Wrzos” otrzymało w czerwcu 1962 r., a amfiteatralną, pochyłą podłogę w połowie 1965 r. Ponieważ filmy wyświetlano tu w sali widowiskowej, gdzie była duża scena, ekran wsiał nad nią, a opuszczano go na czas projekcji.

Uczta była niebywała

Wróćmy jednak do „Ballady”. Długo wyczekiwana chwila otwarcia nowego kina nadeszła w niedzielę, 20 kwietnia 1958 r. Pierwszym pokazanym tu filmem była wspomniana już, lekka francuska komedia „Paryżanka” (1957), ze zmysłową Brigitte Bardot w roli głównej. Był to film kolorowy.

– Uczta była niebywała, tłum walił drzwiami i oknami, szturmował kasy, każdy chciał być pierwszy w nowym kinie, najładniejszym w województwie – pisało po latach, w 1976 r. „Socjalistyczne Tempo”. Numery tej gazety z 1958 r. nie zachowały się, więc nie możemy odwołać się do publikacji towarzyszących otwarciu kina, podobnie jak w przypadku o rok starszego „Wrzosu”.

A co do tego „najładniejszego” kina w województwie, to nie było w tym przesady. „Ballada” prezentowała się bardzo okazale: była drugim, największym kinem na Rzeszowszczyźnie – miała salę na 450 miejsc (w otwartej w 1956 r. „Zorzy”, w Rzeszowie, było ich 500), a także, co było wówczas techniczną nowinką, duży panoramiczny ekran. Tak zdecydował Centralny Zarząd Kin, co zresztą przyczyniło się też do... opóźnionego otwarcia „Ballady”, bo zdobycie takiego ekranu nie było wówczas rzeczą łatwą, trzeba też było przeprojektować nieco salę kinową.

Pierwszym kierownikiem „Ballady” był Edward Gołębiewski. W 1962 r. jej załogę zasilili pracownicy zamkniętego wówczas kina „Stal”. Jego szefowa, Zdzisława Zielińska, została zastępcą Gołębiewskiego.

Efektowna kwiatowa kompozycja przed „Balladą”, rok 2010

Staszica 14 – budynek wyjątkowy

Samo ulokowanie „Ballady” było dość osobliwe: wejście prowadziło przez... parter dużego 3-piętrowego mieszkalnego budynku przy ul. Staszica 14. Z holu, gdzie były kasy, przewiązką wchodziło się do sali kinowej.

Wspomniany budynek wyróżniał się jednolitą, modernistyczną i „dostojną” bryłą. Został zaprojektowany i wzniesiony jako hotel, z rozbudowaną na parterze częścią usługową, handlową i gastronomiczną. Długie na 80 metrów korytarze, szyb, w którym nigdy nie zamontowano windy, czy stylowe balustrady przy schodach – to wszystko składało się na wyjątkowy charakter budynku przy ul. Staszica 14 (ten sam adres miało też kino). Blok oddano do użytku razem z „Balladą”, gdy stał jeszcze nie otynkowany. Razem z kinem, w bloku, na prawo od wejścia do „Ballady”, otwarto „Zacisze”.

– Spokojna kawiarenka, w której mogłeś po południu także zjeść schaboszczaka. W niedzielne popołudnie nie znajdowało się tu wolnego miejsca, w powszednie dni lokal zapełniał się wieczorami. Była to chyba jedyna z prawdziwego zdarzenia kawiarnia w Stalowej Woli (mimo schaboszczaków), do której chciało się pójść – wspominał Dionizy Garbacz.

Po lewej stronie od wejścia do „Ballady” ulokowała się natomiast miejska biblioteka. „Zacisze” zamknięto w 1963 r., a jego miejsce zajęła biblioteka dla dzieci. Biblioteka miejska wyprowadziła się z budynku przy ul. Staszica 14 w 2013 r., pozostał tu natomiast jej oddział dla dzieci. W latach 90. w piwnicach sali kinowej działał rozrywkowy klub Top-Ten.

W roli głównej przykre zapachy

Niemiłym i bardzo dokuczliwym problemem pierwszych lat działalności „Ballady” był brak... wentylacji. Tekst o tym, pod łacińskim tytułem Est modus in rebus (We wszystkim jest miara), „Socjalistyczne Tempo” ironicznie skomentowała satyrycznym rysunkiem w lipcu 1961 r., na którym wchodząca do sali kinowej trójka widzów ma butle z tlenem, a jedna nawet maskę na twarzy.

– Do czasu „uruchomienia” wentylatora przez Dyrekcję kina „Ballada” – Redakcja Tempa projektuje dla mieszkańców oryginalny strój i skuteczną aparaturę osobistą – czytamy w podpisie pod rysunkiem (pisownia też oryginalna).

W samym tekście napisano, iż „Wiadomo, że o ile brak wentylatora na pierwszym seansie nie daje się jeszcze we znaki, to już w czasie drugiego, trzeciego kolejnego wyświetlania filmu «zapachy» na sali stają się wręcz nie do zniesienia”.

No cóż, pierwszej wentylacji kino doczekało się w dopiero pod koniec lat 60.

Pierwszy neon „Ballady” był bardzo podobny do tego z kina „Wrzos”. Tu już zupełnie inna świetlna wizytówka „Ballady”

Brak popielniczek i ta sama reklama

Co jeszcze było mankamentem nowego kina?

W maju 1960 r., w „Socjalistycznym Tempie” ukazał się niewielki, interwencyjny tekst pt. Dwugłos o kinie „Ballada”. Redakcja żaliła się w nim, że w poczekalni kina nie ma popielniczek, a „stalowowolski kinoman zmuszony jest niedopałki od papierosów rzucać na podłogę”, bo nie nadaje się do tego stojąca tu blaszana śmietniczka.

– Czyż faktycznie nie stać kierownictwa kina na popielniczki? Przecież chodzi nam o estetyką kina – którego wyglądem wszyscy się szczycimy – pisała gazeta.

Dziś, w czasach absolutnego zakazu palenia w miejscach publicznych, zarzut o braku popielniczek brzmi absurdalnie, ale wtedy, nawet w czasie projekcji filmu można było wyskoczyć do poczekalni kina „na dymka”.

Tu przypomnijmy, iż całkowity zakaz palenia w obiektach użyteczności publicznej (w tym w lokalach gastronomicznych, rozrywkowych, kinach, zakładach pracy, szkołach, szpitalach) obowiązuje w Polsce od 15 listopada 2010 roku. 

Innym wątkiem wspomnianego dwugłosu o „Balladzie”, był „ptaszek”. Tak nazywano wówczas pokazywaną często przed filmem reklamę.

– Nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby reklamę tę wyświetlano tydzień, no powiedzmy miesiąc, ale przez pół roku to trochę za długo. Stalowowolski kinoman zmuszony jest obejrzeć ją w ciągu tego czasu około 80 razy. Czy to nie może wyprowadzić z równowagi amatorów filmu? Sądzę że tak – pisał redaktor R. S., postulując, by Wojewódzki Zarząd Kin w Rzeszowie „takie reklamy zmieniał przynajmniej co dwa miesiące”.

Seanse przedpołudniowe dla II zmiany

W listopadzie 1961 r. ukazała się w gazecie HSW krótka informacja: Kino „Ballada” – zaprasza!

Czytamy w niej, że „do niedawna nasze kina wyświetlały filmy jedynie w godzinach popołudniowych, co uniemożliwiało obejrzenie dobrych programów tym, którzy rozpoczynali pracę o godz. 15. Ostatnio kierownictwo kina «Ballada» wspólnie z Radą Zakładową Huty postanowiło wprowadzić seanse przedpołudniowe. Będą się one zaczynać o godz. 10 i 12”.

W taki oto sposób ten przybytek X Muzy – jak określano sztukę filmową – w Stalowej Woli otworzył swe podwoje dla „przedpołudniowej” widowni, co też wpłynęło na ogólnie wyższą frekwencję w porównaniu z „Wrzosem”.

Wołanie o poprawę

Z kolei w lipcu 1963 r. ukazała się w „Socjalistycznym Tempie”, pod alarmującym tytułem „Ballado” popraw się..., interwencyjna notka dotycząca poślizgu przy rozpoczynaniu kolejnych seansów.

– Niestety, w naszej „Balladzie” bardziej myśli się o wygodzie pracowników tego kina, a nie kinomanów, o czym świadczą godziny poszczególnych seansów. Mimo iż filmy wraz z dodatkami i kronika trwają po 2 godz. nie przewidziano przerwy między seansami, skutkiem czego późniejsze seanse nie mieszczą się w przewidzianym czasie. Czyż nie można było przewidzieć półgodzinnej względnie 15 min. Przerwy między seansami, tak jak to się dzieje w innych kinach? – pytała redakcja.

Bywały takie „Dni”

Przypomnijmy też, że w czasach PRL-u, jesienią, żelaznym punktem w terminarzu polskich kin były „Dni Filmu Radzieckiego”, organizowane z okazji kolejnych rocznic Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej.

„Dni” takie nie omijały też „Ballady” i „Wrzosu”, np. w październiku 1967 roku, gdy z wielką pompą świętowano w Stalowej Woli jubileusz 50-lecia Rewolucji Październikowej.

W „Balladzie” można było obejrzeć wtedy takie filmy, jak „Pancernik Potiomkin”, „Czapajew” czy „Świat się śmieje”, a we „Wrzosie” – po dwie części „Iwana Groźnego” i „Cichego Donu”, „Opowieść o Leninie” czy „Lecą Żurawie” („Złota Palma” na festiwalu w Cannes w 1958 r.).

Ostatnie dni przed rozpoczęciem generalnego remontu

Krytyka za filmy, pochwała za... pokaz mody

W kwietniu 1967 r. w „Socjalistycznym Tempie” ukazał się artykuł pt. „Dobrze i źle o kinach w Stalowej Woli”. Dostało się w nim „Balladzie” za dobór repertuaru.

Według autora, „Kino «Ballada» od dawien dawna nastawiło się na filmy kasowe, bez względu na ich wartość. Natomiast kierownictwo kina «Wrzos» układało repertuar ambitny i śmiały, przedkładając filmy głębokie i mądre nad powierzchowny, tani blichtr kiepskich kryminałów”.

Autor wystąpił też z płomienną obroną kinematografii państw socjalistycznych.

– I w ogóle jakim prawem utarła się nie tylko w Stalowej Woli opinia, że filmy amerykańskie, angielskie i francuskie są dobre, a polskie, radzieckie i czeskie – są złe. Jest to sąd co najmniej chybiony! Każdej wytwórni trafiają się mielizny. Ale ja nie zamieniłbym „Ballady o żołnierzu”, „Losu człowieka” i „Iwana Groźnego”, „Zakazanych piosenek” i „Eroiki” nad wszystkie Hollywoody świata – wygarnął autor, podpisany H. K.

Pochwalił jednak „Balladę” za pomysłowość – 1 kwietnia 1967 r. projekcję westernu „Rio Conchos” kino połączyło z... pokazem mody, a sala była nabita widzami.

– Oto jak zdobywa się publiczność! Dobra i ciekawa reklama jest dźwignią interesu – podkreślił.

I zaraz ponownie skrytykował kierownictwo „Ballady” za brak punktualności przy rozpoczynaniu seansów (gazeta pisała już o tym w lipcu 1963 r.).

– Niedopuszczalne są kwadransowe czy półgodzinne opóźnienia w projekcji. Uniknęłoby się tego, gdyby inaczej rozplanowano początek seansów, np. o godz. 15.45, 18 i 20.15. Proste i skuteczne. Publiczność żąda tego! – grzmiał autor.

Zwrócił też uwagę, że w poczekalni „Ballady” brak jest świeżego powietrza i nie ma „ruchomych wentylatorów”. Jego zdaniem, kierownictwa kina powinno też „zabronić palenia papierosów w poczekalni ze względu na higienę i bezpieczeństwo. O pożar łatwo!” – przestrzegał dziennikarz.

Miał jeszcze jedną uwagę:

– Przydałby się na miejscu kiosk z napojami i słodyczami. A także kilka wygodnych ław. Opłaci się z nawiązką, ręczę za to. No i szanujmy tego człowieka – takim humanistycznym wezwaniem kończył się ten artykuł.

Tak wyglądała od środka

Bywalcy „Ballady” pamiętają to dobrze: z półokrągłego holu (w suficie miał wielkie, okrągłe wgłębienie z żyrandolem), ze ścianami wyłożonymi błyszczącymi, jasnoszarymi, podłużnymi płytkami, gdzie znajdowały się dwa okienka kasowe (zwykle czynne było jedno, po prawej stronie), przez otwieraną „kratę”, przy której stały bileterki, wchodziło się do westybulu, czyli poczekalni „Ballady”, z czerwonym chodnikiem pośrodku. Tu były też dwie toalety.

Na końcu chodnika była kotara, za nią jedyne drzwi wejściowe do sali kinowej i kolejna kotara. Drzwi wyjściowych było czworo: po obu stronach ekranu i dwoje wyżej, po lewej stronie (patrząc na ekran). U góry sali, między rzędami foteli stały dwie podpory, a w ścianie nad nimi widniały okienka, przez które projektor „rzucał” obraz na ekran.

Pierwsze fotele były drewniane, potem miały zielone obicia, pod koniec lat. 90. rozpoczęto ich wymianę na czerwone, wtedy też stopniowe ograniczano liczbę miejsc. Pierwszy cyfrowy projektor wprowadzono w „Balladzie” w 2011 r., a pierwszym wyświetlonym tu filmem trójwymiarowym był „Avatar” Jamesa Camerona w 2010 r. – przez dekadę najbardziej dochodowy film wszechczasów. Wtedy też pojawiła się kinowa kawiarenka.

Telewizja wypiera kino

W październiku 1970 r. „Socjalistyczne Tempo” ubolewało, że coraz mniej ludzi chodzi w Stalowej Woli do kina, bo wolą oglądać telewizję. Autor tego artykułu wyliczył, że „Wystarczyło kilka lat i Stalowa Wola, miasto typowo robotnicze, bez większych tradycji kulturalnych, posiadało największą ilość telewizorów w Polsce, biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców”.

I tak, na koniec lipca 1970 r. było to 5100 odbiorników telewizyjnych i ponad 4200 radiowych (nie licząc przenośnych tranzystorów, które nazwał „zmorą ulic i pociągów”).

– U nas wypada 5,9 osoby na jeden aparat telewizyjny, co oznacza przewagę naszego wskaźnika nad krajowym o 2,3 – czytamy w tekście pt. Telewizja, radio, film...

Tekst w „Sztafecie” informujący o ostatnim seansie w „Balladzie”

„Ballada” lepsza od „Wrzosu”

No to teraz o filmach właśnie.

– Kino mniejsze, jakim jest „Ballada”, przyciąga znacznie więcej widzów niż „Wrzos”, liczący prawie dwa razy więcej foteli. „Balladę” w zeszłym roku (1969 – red.) odwiedziło 150 tys. widzów, a „Wrzos” zaledwie parę tysięcy ponad 70 – czytamy dalej we wspomnianym powyżej tekście.

Dlaczego? Według autora, „nie bez znaczenia jest tu ilość seansów, których «Ballada» daje więcej (odbywały się tu również seanse przedpołudniowe – red.), ale także istotną sprawą jest jakość projekcji i terminowość, z którą «Wrzos» jest wyraźnie na bakier. To odstrasza także. Ogólnie rzecz biorąc, kultura filmowa w naszym mieście jest stosunkowo niska, biorąc pod uwagę stale wzrastającą kulturę materialną” – konkludował dziennikarz.

Ponad 160 tys. widzów w roku 1975

W styczniu 1976 r. redakcja „Socjalistycznego Tempa” podsumowała „Balladę” za rok 1975. Odwiedziło ją wtedy ponad 160 tys. widzów na 1335 seansach. Największa frekwencja była w październiku (sprzedano 27 tys. biletów) i listopadzie (19 tys.), gdy wyświetlano dwuczęściowy film Jerzego Antczaka „Noce i dnie”.

Natomiast w skali całego roku przeciętna miesięczna widownia wyniosła wtedy w „Balladzie” 10 tys. osób. Inne popularne w 1975 r. filmy to skandalizujące „Dzieje grzechu” (7,8 tys. widzów) i „Druga twarz ojca chrzestnego” (3,7 tys. widzów).

„Ballada” zmieniła też wtedy swoje miejsce w strukturach kinematografii – od 1 stycznia 1976 r. podlegała Okręgowemu Przedsiębiorstwu Rozpowszechniania Filmów w Rzeszowie, powstałemu z połączenia Centrali Wynajmu Filmów, Wojewódzkiego Zarządu Kin i „Filmosu”.

Bardzo szeroki repertuar

Repertuar „Ballady” był szeroki jak jej ekran: oprócz filmów, powiedzmy przeciętnych, nie przyciągających zbyt wielu widzów, wyświetlano znane zagraniczne i polskie tytuły, dość szybko od swych światowych premier gościły tu wielkie hity kolejnych dekad: filmy akcji, sensacyjne, wojenne, katastroficzne, horrory, komedie, kryminały, dramaty i melodramaty, science-fiction, cała seria filmów o potworach (Godzilla, King-Kong, Ebirach, Superpotwór itp.). Stałą niedzielną pozycją były poranki dla dzieci.

Poza tym, „Ballada”, w przeciwieństwie do „Wrzosu”, od czerwca 1973 r. miała status kina premierowego, tzw. zeroekranu, a więc kina najwyższej kategorii.

Zdecydował o tym Naczelny Zarząd Kinematografii w Warszawie. A zaważyły „względy społeczne Stalowej Woli jako dużego ośrodka przemysłowego”. Status taki „Ballada” otrzymała jako drugie kino w województwie – po rzeszowskiej „Zorzy”.

Kina „zeroekranowe” jako pierwsze mogły wyświetlać najatrakcyjniejsze filmowe premiery, a terminarz ich projekcji mogły sobie dowolnie ustalać, w zależności od zainteresowania konkretnym obrazem.

Tak więc od połowy 1973 r. to w „Balladzie” najszybciej można było obejrzeć w Stalowej Woli najnowsze filmowe hity. Wcześniej „Ballada” i „Wrzos” miały taką sama kategorię, a kina dogadywały się, by jednocześnie nie puszczać tych samych filmów.

– Umówiliśmy się, że przez miesiąc oni biorą nowości, a my „resztki”. A w następnym miesiącu, my puszczamy premiery, a oni powtarzają – tak w 2007 r. wspominał dla „Sztafety” Tadeusz Porczyński, organizator i kierownik „Wrzosu”.

Ale, co też jest faktem, oba kina czasami wymieniały się największymi hitami, a taśmy, wtedy celuloidowe (jedna trwała ok. 40 minut) woziło się między kinami w trakcie projekcji!

Gdy „Ballada” została kinem numer 1 w Stalowej Woli, a na ekrany wchodził wielki hit, to kolejka do kasy wiła się czasem długo poza gmach przy ul. Staszica 14. Oczywiście hasały wówczas przed kinem „koniki”, czyli cwaniacy sprzedający bilety po grubo zawyżonych cenach.

I powiew Zachodu

Lata 70. to czas otwarcia się gierkowskiej Polski na Zachód. W Stalowej Woli, idąc do „Ballady”, np. na słynne „Szczęki” Stevena Spielberga, można było po drodze kupić sobie we „Wzorcowym” Pepsi-Colę w szklanej butelce o pojemności 0,33 litra. O popcornie pochłanianym w kinach nie było jeszcze wtedy mowy... Natomiast z Polskiej Kroniki Filmowej mogliśmy się dowiedzieć, że oto Polska staje się 10. potęgą gospodarczą świata...

Gdy wyświetlano hit, to ostatni seans rozpoczynał się w „Balladzie” nawet o godz. 22 (pierwszy popołudniowy był o godz. 16 lub 15.45). A druga połowa lat 70. to polskie premiery takich zagranicznych hitów jak „Trzęsienie ziemi”, „Płonący wieżowiec”, „Szczęki”, „Obcy – ósmy pasażer Nostromo”, „King Kong”, „Gorączka sobotniej nocy”. Tak wielkim powodzeniem cieszyły się też rodzime filmowe przeboje, np. „Trędowata” (1976).

Rekordowy Bruce i Winnetou. I obowiązkowy Lenin

Wyjątkowy jest tu przypadek słynnego filmu „Wejście smoka” (1973) z Brucem Lee w roli głównej (zmarł 6 dni przed premierą), który w Polsce trafił do kin dopiero w czerwcu 1982 r. O takim opóźnieniu zdecydowała marketingowa strategia producenta. Kolejki przed „Balladą” były wtedy rekordowe, dłuższe nawet od tych z filmu „King Kong” (1976).

Dodajmy, iż „Wejście smoka” zajmuje w Polsce 2. miejsce na liście zagranicznych filmów z największą widownią – w latach 80. obejrzało go 17 mln 267 tys. widzów – rekordziści po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy(!), a tacy kinomaniacy byli też w Stalowej Woli.

Pierwsze miejsce na wspomnianej liście zajmuje zdecydowanie film „Winnetou” z 1963 r. z Pierrem Brice’em w tytułowej roli (otwierający serię o dzielnym wodzu Apaczów), który obejrzało w Polsce 23 mln widzów. Tu absolutna ciekawostka. Ten francuski aktor w 1962 r. zagrał... Jana Skrzetuskiego we włoskiej ekranizacji „Ogniem i mieczem”. Tak, jest taki film!

Czas PRL-u to także seanse, gdzie zbiorowe wejściówki wykupywały szkoły, zakłady pracy, wojsko itp. Grupowe bilety były tańsze, więc była to dość popularna forma rozrywki.

Bywało też, że do „Ballady”, w ramach zajęć z wychowania obywatelskiego zganiano szkolną młodzież na propagandowe radzieckie produkcje w rodzaju „Jak hartowała się stal” (1973) „Lenin w Paryżu” (1981) czy polskie „Barwy walki” (1964).

Tak wyglądał hol „Ballady”, gdy zaczął się jej generalny remont, Fot. UM Stalowa Wola

Złote lata

Jerzy Pańczak, wieloletni pracownik „Ballady”, w 2017 r. ocenił na łamach „Sztafety”, że najświetniejszym, złotym czasem tego kina były lata 80.

– Było wtedy takie zainteresowanie kinem, że jeden film grany był przez cały miesiąc, po kilka razy dziennie. „Seksmisję” zagraliśmy w Balladzie 80 razy, „Klasztor Shaolin” – 110 razy, „Tragedię Posejdona” około 170 razy, a „Powrót Jedi” miał 170 seansów. Salę wypełniało 500 osób, a w kolejce po bilety, w holu kina i na zewnątrz czekało 1,5 tys. chętnych – wspominał.

Przypadek „Człowieka z żelaza”

W sierpniu 1981 r. w „Balladzie” można też było obejrzeć dwa głośne filmy Andrzeja Wajdy: „Człowiek z marmuru” (1976, po premierze nie był w szerokiej dystrybucji) oraz niedawno ukończony wtedy „Człowiek z żelaza” (1981).

Ten ostatni film okazał się absolutnym filmowy rekordzistą 1981 roku w Stalowej Woli. W „Balladzie” wyświetlano go przez 23 dni na 56 seansach. W sumie obejrzało go tu 20,5 tys. osób (miasto liczyło wówczas 57 tys. mieszkańców), które na bilety wydały łącznie prawie 530 tys. zł.

Dla porównania: plan wpływów dla „Ballady” na cały rok 1981 wynosił 2 mln zł. Film Wajdy stanowił więc ponad 1/4 tej kwoty.

„Człowiek z żelaza” był też najczęściej oglądanym filmem w całej Polsce w roku 1981 – podczas blisko 16,5 tys. seansów obejrzało go nieco ponad 5 mln widzów.

Chcieli zobaczyć ten film

W ostatnim, wydanym przed stanem wojennym, numerze „Socjalistycznego Tempa” (8 grudnia 1981 r.), ukazał się wywiad red. Dionizego Garbacza z Andrzejem Wajdą, który gościł w Zakładowym Domu Kultury.

Na pytanie, czy na taką popularność „Człowieka z żelaza” wpłynęła „Złota Palma”, jaką film ten zdobył na festiwalu w Cannes, reżyser odpowiedział:

– Po prostu ludzie chcieli obejrzeć ten film, bo opowiadał o współczesnych czasach, o wydarzeniach, które były świeże. Nie, nie przyszli do kina na „Człowieka z żelaza” dlatego, że dostał „Złotą Palmę”. Po prostu chcieli zobaczyć ten film.

Wajda powiedział też m.in., że ze swoich dotychczasowych filmów najbardziej ceni „Popiół i diament”, ale najlepszy film życia jest jeszcze przed nim.


„Ballada” i „Czas apokalipsy”

W niedzielę, 13 grudnia 1981 r., w „Balladzie”, oprócz poranka, miały się odbyć seanse dwóch części „Nocy i dni”. Miał to być ostatni dzień ich wyświetlania, rozpoczętego 10 grudnia. Oczywiście, noc wprowadzenia stanu wojennego „zamknęła” wszystkie kina w Polsce na kilka tygodni.

Jednym z pierwszych filmów wyświetlanych w „Balladzie” na początku 1982 r. po wznowieniu działalności kina, był słynny i mroczny „Czas apokalipsy”  Francisa Forda Coppoli.

To ten tytuł widnieje na ikonicznym zdjęciu z 14 grudnia 1981 r., wykonanym przez amerykańskiego dziennikarza, Chrisa Niedenthala, symbolizującym wprowadzenie stanu wojennego – przedstawia wojskowy transporter „Skot” i żołnierzy przed kinem „Moskwa” w Warszawie, gdzie wówczas był wyświetlany właśnie „Czas apokalipsy”.

Gdy kina opustoszały...

Przemiany ustrojowe końca lat 80., a zwłaszcza lata 90. – czas magnetowidów i kaset VHS dostępnych w licznych wypożyczalniach, a później nowoczesne zestawy kina domowego, zalew filmów na płytach DVD i ściąganych z internetu – to wszystko spowodowało gwałtowny odpływ widzów z sal kinowych i likwidację kin. O ile w 1990 r. w Polsce było 1435 kin, to rok później już tylko 960, a w 1992 r. zostało ich 772.

Jeśli więc w 1970 r. „Socjalistyczne Tempo” ubolewało, że kino jest wypierane przez telewizję, to w 1990 r. „Sztafeta” mogła tylko wzdychać, że jeszcze bardziej robią to kasety VHS.

„Ballada” i „Wrzos” przeżywały wtedy trudne lata, a rozwadowskie kino „Polonia” zostało zamknięte w 1992 r. Oczywiście premiery wielkich światowych i polskich hitów odbywały się w kinach, ale równocześnie pojawiały się też ich pirackie kopie (nawet takie, kręcone ukradkiem podczas oficjalnej projekcji!)

Ba, lewe dekodery (żartowano, że produkowano je w Hucie Stalowa Wola) pozwalały od lipca 1995 r. oglądać za darmo... płatny kanał telewizji satelitarnej FilmNet (w marcu 1997 r. ostatecznie zastąpił go Canal+ i piracki odbiór się skończył).

„Ogniem i mieczem”. I frekwencją

Wielkim wydarzeniem była w „Balladzie” w piątek, 12 lutego 1999 r., premiera „Ogniem i mieczem” Jerzego Hoffmana. Film ten przyciągnął zresztą do polskich kin najwięcej widzów po 1989 r. – 7 mln 150 tys.

– Jedynie dwa kina województwa podkarpackiego dostąpiły zaszczytu zorganizowania premierowego pokazu filmu Jerzego Hoffman „Ogniem i mieczem”. Jednym z nich jest stalowowolska „Ballada” – pisała „Sztafeta”.

Przed wejściem na salę, widzowie częstowani byli słodkościami, do wzięcia były broszurki o filmie, a przed samą projekcją, najnowsze dzieło Jerzego Hoffmana przybliżyła jeszcze prezenterka Telewizji Miejskiej, Dorota Szczurek. Głos zabrał też kierownik „Ballady”, Jerzy Pańczak, życząc widzom przyjemnych wrażeń podczas oglądania filmu. Wcześniej, kierownik stanął przy wejściu do poczekalni kina i wystąpił w roli biletera.

Po trzech tygodniach „Sztafeta” informowała na pierwszej stronie, że „Ogniem i mieczem” bije wszelkie polskie rekordy oglądalności, a w ciągu 17 dni od premiery film obejrzało ponad 2 mln widzów! Pobił np. rekord „otwarcia” – 335 tys. widzów w ciągu pierwszego weekendu wyświetlania, pogrążając tym samym samego „Titanica” (miał premierę rok wcześniej).

Szacowano wtedy, że „Ogniem i mieczem” może zobaczyć nawet 10 mln widzów, ale skończyło się na 7 milionach i 150 tysiącach.

Jako ciekawostkę przypomnijmy, iż w „Dumce na dwa serca” - piosence promującej ten film, śpiewanej przez Edytę Górniak i Mieczysława Szcześniaka, poetycko opiewającej losy głównych bohaterów „Ogniem i Mieczem”, znalazło się na samym końcu i takie, „kinowe” odniesie:

My wpatrzeni, zasłuchani

Tak współcześni aż do granic

W ciemnym kinie, po kryjomu

Ocieramy łzę...

Ile osób ocierało tę łzę w „Balladzie”? Niestety, nie ma szczegółowych danych o łącznej frekwencji podczas wyświetlania „Ogniem i mieczem” w tym kinie. Widać jednak było, że 3-godzinny film cieszył się ogromnym powodzeniem, były dni, że pierwszy seans zaczynał się w „Balladzie” już o godz. 13 (żeby mogły się odbyć 3 projekcje), a dla szkół zorganizowano poranne seanse o godz. 9.

W swoich wspomnieniach, cytowany już Jerzy Pańczak, twierdzi, że w „Balladzie” odbyło się 137 seansów „Ogniem i mieczem”.

A taka „demolka” dotknęła salę kinową, Fot. UM Stalowa Wola

Na ratunek komedie romantyczne

Odpowiedzią na puste kina i kryzys filmów akcji w latach 90., miały być komedie romantyczne, najpierw zagraniczne, później polskie.

Wysyp rodzimych produkcji nastąpił w I dekadzie lat 2000, że wymieńmy tylko niektóre: „Zakochani” (2000), „Poranek kojota” (2001), „E=mc²” (2002), „Nigdy w życiu!” (2004), Zakochany Anioł (2005), „Tylko mnie kochaj” (2006), „Dlaczego nie!” (2007), „Ile waży koń trojański” (2008), „Randka w ciemno” (2009), „Fenomen (2010).

Kolejna dekada to kolejne „romantyczne” filmy, a wśród nich trzy „Listy do M” i trzy obrazy z cyklu „Planeta singli”. „Ballada”, do czasu zamknięcia kina w październiku 2018 r., zdążyła wyświetlić trzy filmy z serii „Listów...” (wszystkich jest na razie 6) i jeden z serii „Planeta...” (tych nakręcono do tej pory 4). Dodajmy w tym miejscu, iż współscenarzystą pierwszej „Planety singli” był Łukasz Światowiec ze Stalowej Woli (współpracował też przy kolejnych częściach).

Z kolei aktorem, który zagrał w dwóch kultowych romantycznych komediach („Tylko mnie kochaj” i „Dlaczego nie!”) był pochodzący ze Stalowej Woli Maciej Zakościelny, okrzyknięty swego czasu „polskim Bradem Pittem”.

Gdy w styczniu 2006 r. „Tylko mniej kochaj” weszło do kin, premierowa projekcja odbyła się oczywiście w „Balladzie”. Branża wiązała z tym filmem nadzieje na przyciągnięcie dużej widowni, bo w kinach trwała frekwencyjna posucha.

- Miniony rok był bardzo słaby dla kin – mówiła wtedy Marta Haczyk, szefowa „Ballady”. - Nieciekawie było i u nas. Na seanse przychodziło po dwie, trzy osoby, mimo, że były dobre filmy. Chcieliśmy zaprosić na premierę Tylko mnie kochaj” głównego aktora, Macieja Zakościelnego, który pochodzi z naszego miasta, ale, niestety, jest to niemożliwe w terminie, kiedy gramy ten film.

„Tylko mnie kochaj” było wyświetlane w Balladzie” do 2 lutego 2006 r. A już 10 lutego na ekran kina wchodziła następna komedia romantyczna „Ja wam pokażę!”.

Sylwester w kinie

31 grudnia 2006 r. „Ballada” zaprosiła do kina na... sylwestra i przywitanie nowego, 2007 roku. Przygotowała projekcję dwóch filmów: o godz. 21.45 byli to „Przyjaciele” (2006) w reżyserii Tony’ego Goldwyna, a minutę przed północą rozpoczął się pokaz głośnego „Apocalypto” (2006) Mela Gibsona.

Dla widzów kino przygotowało także noworoczny toast. Karnet wstępu kosztował 25 zł.

– Gratulacje dla właścicieli Ballady, wreszcie coś innego. Jeszcze raz brawo za pomysł – tak brzmiał komentarz na jednym z lokalnych portali internetowych.

Bileterki na straży moralności

Przez lata działalności „Ballada” wyrobiła sobie wysoką markę, miała swój klimat, słynęła też z... surowych bileterek, w przeciwieństwie do tych z rozwadowskiego kina „Polonia”. Na czym to polegało?

Otóż panie z „Ballady” (ubrane oczywiście w służbowe uniformy – granatowe żakiety i spódnice) kategorycznie nie wpuszczały nieletnich widzów na filmy od lat 18, z tzw. „momentami”, czyli scenami erotycznymi. A tych w repertuarze kina przecież nie brakowało.

Nie raz zdarzało się więc, że przyłapany na próbie wejścia na taki film nieletni delikwent musiał „obejść się smakiem” i szybko odsprzedać komuś swój bilet. A jeśli był pełnoletni, ale wyglądał za młodo, to uratować go mógł tylko dowód osobisty lub legitymacja szkolna z datą urodzenia.

Po prostu: by wejść w „Balladzie” na film z „momentami”, to 18 lat musiało się mieć!

Tak natomiast, z lotu ptaka, tuż po rozpoczęciu remontu wyglądał obiekt kina, Fot. UM Stalowa Wola

Momenty były!

A jakie były inne „momenty” związane z seansem filmowym?

Uczucie wyczekiwania, towarzyszące ostatnim dźwiękom sygnału Polskiej Kroniki Filmowej, rozciąganie zasłon ograniczających ekran, bliskość projekcji oznajmiały też kolejne dzwonki – jeden, dwa i trzy. Po tych ostatnich gasły światła i seans ruszał.

Charakterystyczne były też czołówki wielkich amerykańskich wytwórni filmowych: „Ryczący lew”, czyli Metro-Goldwyn-Mayer (MGM), Paramount Pictures, Warner Bros. Pictures, 20th Century Fox, Uniwersal Pictures, Culambia Pictures, United Artists. Z polskich wymieńmy czołówki zespołów filmowych Tor, Kadr, X, Profil, Iluzjon, Pryzmat, Perspektywa.

Na początku projekcji takim charakterystycznym „momentem” było także przesiadywanie się niektórych widzów na lepsze do oglądania, wolne miejsca pośrodku sali (jeśli takie były). Z kolei nadciągający koniec filmu zwiastowały pracownice kina odciągające kotary i otwierające drzwi wyjściowe.

No i oczywiście był to też łomot zwalnianych przez widzów siedzeń foteli, a zapalenie górnych świateł kina to był już „The End”, choć napisy końcowe filmu jeszcze były wyświetlane.

Ale bywali w „Balladzie” i tacy kinomani, którzy trwali w fotelach do absolutnego końca. Włączały się wtedy wentylatory, wietrzące salę przed kolejnym seansem.

Pożegnanie z kinem

O ile na pierwszy seans filmowy w „Balladzie”, czyli wspomnianą francuską „Paryżankę”, tłum „walił drzwiami i oknami”, to ostatni seans przed zamknięciem kina był bardzo kameralny. Stało się tak w środę, 31 października 2018 r. o godz. 20, a wyświetlono wtedy amerykańską komedię kryminalną „Zwyczajna przysługa” (2018). Na sali były 53 osoby.

– To i tak więcej niż przez cały ostatni tydzień – powiedział „Sztafecie” jeden z pracowników kina.

Ci, którzy przez lata nie byli w „Balladzie” i przyszli wówczas zwabieni zapowiedzią „ostatniego seansu”, mogli trochę się zdziwić – oba okienka kasowe były nieczynne, a bilety sprzedawano w przewiązce „Ballady”, na ladzie kinowej kawiarenki. I tak, po „Zwyczajne przysłudze” nastąpiło zamknięcie „niezwyczajnego” kina.

– W 80-letniej historii Stalowej Woli zamykać 60-letnie kino to jakaś smutna komedia. Ale jeśli pan prezydent zechce je wskrzesić, to jesteśmy gotowi – powiedziała wtedy „Sztafecie” Marta Haczyk, ostatnia przed zamknięciem szefowa „Ballady”.

Do gry wkracza miasto

Kina w PRL-u od samego początku prowadzone było przez państwo, które w latach 1944-1990 miało też monopol na dystrybucję filmów. Na najniższym szczeblu decydowały Wojewódzkie Zarządy Kin. Zmiany zaczęły się po ustrojowym przełomie 1989 r.

W kwietniu 1990 r. przewodniczący Komitetu Kinematografii wydał zarządzenie, które likwidowało 17 Okręgowych Instytucji Rozpowszechniania Filmów, nakazując ich dyrektorom w terminie do 31 grudnia 1990 r. „usamodzielnienie kin” poprzez „wydzierżawienie, użyczenie, oddanie w użytkowanie, przekazanie władzom terenowym, sprzedaż”.

W przypadku „Ballady”, ostatnią państwową jednostką, która dysponowała tym kinem było Apollo Film w Krakowie. W lutym 2004 r. została ona skomercjalizowana, działając jako Instytucja Filmowa Apollo Film spółka z o.o.

W grudniu 2015 r. miasto odkupiło od niej budynek „Ballady” za 830 tys. zł (oczywiście w jego zasobach cały czas był blok mieszkalny przy ul. Staszica 14, gdzie był hol kina).

Prywatny najemca kina, prowadzący je od czerwca 2003 r. nie zmienił się, ale w 2018 r. podjął decyzje o jego zamknięciu.

Cały budynek kina wymagał gruntownej modernizacji, docieplenia, wymiany parkietu, instalacji itd. I to właśnie zły stan techniczny miał być głównym powodem zamknięcia, choć wpływ na tę decyzję najemcy miała też niska liczba widzów (w grudniu 2017 r. obok galerii VIVO! ruszyło w Stalowej Woli sieciowe kino „Helios”).

– Mamy plan, mamy pomysł na ten budynek. Oczywiście, pomimo tego, że miasto jest właścicielem budynku, mocno kibicowaliśmy „Balladzie”. Chcieliśmy, aby kino przetrwało, mimo niełatwej sytuacji na rynku, zwłaszcza, że pojawił się kolejny podmiot prywatny o silnej pozycji marketingowej w jednej z galerii handlowych – mówił w 2018 r. w prezydent Stalowe Woli Lucjusz Nadbereżny.

Zapewnił też, że przestrzeń po „Balladzie” nie będzie wykorzystana na cele handlowe, czyli, że nie powstanie tu żaden kolejny sklep. Nie padła jednak wtedy kategoryczna deklaracja, że „Ballada” wróci jako kino.

„Wrzos” opuszcza salę widowiskową

Tymczasem 19 marca 2021 r. odbył się ostatni seans filmowy w sali widowiskowej Miejskiego Domu Kultury (miasto przejęło go od Huty Stalowa Wola w 1991 r.), w którym rozpoczęto gruntowny remont. Kino „Wrzos” utraciło więc swoją dużą salę – od kwietnia 2013 r. działała w MDK także mała sala „Wrzosu” (80 miejsc). A po zakończonym w 2024 r. remoncie MDK, kino nie wróciło już do sali widowiskowej.

– Nie żałuję kina i balów sylwestrowych – mówił wtedy w wywiadzie dla „Sztafety” Marek Gruchota, wieloletni dyrektor Miejskiego Domu Kultury. Przypomnijmy, iż bale odbywały się tu jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku, a tańczono w holu MDK.

Dyrektor argumentował, iż reprezentacyjna sala MDK nie była klasyczną salą kinową, lecz widowiskowo-koncertową.

– Utrzymanie tu kina wymagałoby projekcji filmowych hitów, a tu warunek dystrybutorów jest taki, że kino gra je przez dwa-trzy tygodnie, codziennie w tzw. prime time, czyli o godz. 18 i 20. A zatem musielibyśmy wykluczyć liczne wydarzenia kulturalne, artystyczne, rozrywkowe. Odpuściliśmy więc sobie duże kino. Panoramiczne kino ponownie będzie w „Balladzie” – dodał Marek Gruchota.

Stan zamknięcia i „Ballada” przyszłości

Rzeczywiście, władze Stalowej Woli postanowiły, że „Ballada” zostanie reaktywowana jako serce dużego projektu nowego centrum kultury i sztuki.

Przed zamknięciem sala kinowa liczyła 1151 metrów kw., a lokal użytkowy – 135 metrów kw. Kino miało wówczas 405 miejsc, nagłośnienie Dolby Stereo SR (zaawansowany, analogowy system dźwięku kinowego z połowy lat 80.) i ekran perełkowy, czyli pokryty mikroskopijnymi szklanymi perełkami, zapewniający wysoką jasność i jaskrawość obrazu, ale ograniczający kąt widzenia – z bocznych foteli te wizualne parametry wyraźnie spadały. Tyle że przy niskiej frekwencji, gdy wszyscy widzowie siadywali na wprost ekranu, nie miało to znaczenia. Ostatnia załoga kina liczyła 4 osoby.

Według władz miasta, rozpoczęty gruntowny remont ma na celu nie tylko modernizację techniczną „Ballady”, ale przede wszystkim stworzenie przyjaznej i funkcjonalnej przestrzeni dla działalności kulturalnej, otwartej dla wszystkich mieszkańców – również tych ze szczególnymi potrzebami.

– Stalowa Wola inwestuje w kulturę, bo wierzymy, że to ona buduje tożsamość wspólnoty i jakość życia mieszkańców. Kino „Ballada” w kolejnych etapach prowadzonych remontów wraca do życia jako nowoczesne centrum kulturalne – otwarte, dostępne, piękne i funkcjonalne. To inwestycja w ludzi, w twórczość, w lokalne talenty i w dziedzictwo naszego miasta – podkreślał prezydent Lucjusz Nadbereżny.

Remont jest tak gruntowny, że dla wielu zdjęcia z robót w „Balladzie” kojarzą się z całkowitą „demolką” kultowego obiektu. Zakres prac obejmuje przebudowę wnętrz, wyposażenie budynku w nowoczesne instalacje, a także przywrócenie jego pierwotnych walorów architektonicznych i estetycznych. Dzięki temu „Ballada” odzyska dawny blask i stanie się miejscem spotkań, wydarzeń artystycznych oraz działań twórczych.

Budynek zyska nowy układ funkcjonalny zgodny ze współczesnymi standardami i przepisami. Powstanie nowa sala kinowa na 259 miejsc, sala teatralna na 79 miejsc, sale artystyczne, kawiarnia i taras. Całość ma kosztować 23 mln zł, a dotacja pozyskana z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego to 15,2 mln zł. W ramach inwestycji przewidziano też dostosowanie obiektu dla osób z niepełno sprawnościami.

Modernizacja obejmuje również część budynku mieszkalnego, z którym „Ballada” jest połączona łącznikiem i gdzie ma swój hol. Powierzchnia użytkowa całego zespołu budynków objętego remontem to niemal 1900 metrów kw. Prace obejmą m.in. piwnice, parter oraz piętro budynku. Remont będzie prowadzony etapami, a zakończenie inwestycji planowane jest na wiosnę 2028 roku.

Kafejka zgromadziła liczne grono bywalców „Ballady”
Oceń artykuł: 
Aktualna ocena:  0.0

Udostępnij artykuł:

Oceń artykuł: 
Aktualna ocena:  0.0

Komentarze

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Wpisz nazwę użytkownika
Wpisz treść wiadomości
REKLAMA
logo logo

Sztafeta w nowej odsłonie – szybkie newsy, lokalne historie i wszystko, czym żyje Stalowa. Zawsze na bieżąco, zawsze po sąsiedzku.

Mieięcznik Sztafeta

Dołącz do stałych czytelników

Kliknij i dowiedz się jak możesz zamówić stałą prenumeratę naszej gazety!

Zamów prenumeratę

Wydawnictwo Sztafeta Sp. z o.o.

Al. Jana Pawła II 25A/1010
37-450 Stalowa Wola

15 810 94 00 (Redakcja)

redakcja@sztafeta.pl

Twój koszyk

{{ formatPrice(item.price) }} zł
Suma: {{cart.total}} {{cart.currency=='PLN'?'zł':''}}
Realizuj zamówienie
Nie masz żadnych produktów w koszyku. Przejdź do sklepu