Fot. Stanisław Chudy
5.0 / 5
Stalowa Wola 28 sierpnia 2026

Wy z Banderą do Unii nie wejdziecie

- Ukraina nie broni Polski przed Rosją. Nas chroni najsilniejszy sojusz wojskowy na świecie, czyli tarcza NATO – mówił 27 sierpnia w Stalowej Woli były premier i przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Leszek Miller. Obecnemu rządowi zarzucił brak jakiegokolwiek planu, który prowadziłby do zawarcia pokoju w tej wojnie, nawet niesprawiedliwego, ale pokoju. Bo najważniejszą sprawą, jak stwierdził, nie jest ziemia, lecz życie i to, by ludzie przestali się zabijać.

REKLAMA

Do Stalowej Woli zaprosił go były prezydent Stalowej Woli, w ramach swego cyklu spotkań „Gość Andrzeja Szlęzaka”. Znany z prawicowych, endeckich wręcz poglądów Szlęzak, nie raz wykonywał już jednak takie polityczne wolty (w czasie pierwszej prezydenckiej kadencji w Stalowej Woli rządził w radzie miasta do spółki z SLD, w 2015 r. zapisał się do PSL-u, kandydując z jego list do Sejmu, a w 2018 r. zdobył mandat w Sejmiku Podkarpacia, startując z listy Koalicji Obywatelskiej).

Zaproszenie Leszka Millera także wywołało kontrowersje i wiele, przeważnie negatywnych komentarzy w mediach społecznościowych. Skądinąd wynajęcia sali na to spotkanie odmówiły Szlęzakowi Spółdzielnia Mieszkaniowa i Miejska Biblioteka Publiczna. W końcu spotkanie odbyło się w Zajeździe SEZAM.

Sami wrogowie na wschodniej granicy Polski

– Poprosiłem pana premiera, by przedstawił swój pogląd na sprawy bardzo ważne, które się w tej chwili decydują, które będą mieć ogromny wpływ na naszą przyszłość, jako państwa, narodu. Chodzi o politykę wschodnią polskich rządów. W zasadzie jest takie pytanie: Czy Polska ma politykę wschodnią? A jeżeli ma, to jak ta polityka wygląda? – pytał na początku spotkania Andrzej Szlęzak.

– I tu również pytanie do pana premiera. Jak on prowadził tę politykę wschodnią, jaką miał jej wizję, gdy był szefem polskiego rządu? I po drugie, jak wygląda dzisiaj sytuacja Polski? Bo już dawno nie było tak, że na wschodniej granicy mamy samych wrogów. Rosję Białoruś i Ukrainę, która oficjalnie niby jest naszym sojusznikiem, ale jak się temu dobrze przypatrzeć, to jest to nasz konkurent i wróg. Powstaje więc pytanie: Czym się to skończy? Czy grozi nam wojna? Panie premierze, czy pan też tak uważa? I kto, po co i kiedy może Polskę w tę wojnę wprowadzić? A przecież nie brakuje i takich poglądów, że my w tej wojnie już pośrednio bierzemy udział – dodał Andrzej Szlęzak.

U Schrödera, Putina, Busha i Jana Pawła II

Leszek Miller najpierw podziękował za zaproszenie i komplementował Stalową Wolę.

– Stalowa Wola nie jest miastem, którego historię trzeba objaśniać. To miasto, wasze miasto, jest samo kawałkiem polskiej historii – mówił.

A odpowiadając na pytania Andrzeja Szlęzka, zaznaczył, że Polska jest w takim położeniu geograficznym, które dla jednych jest przekleństwem, a dla drugich szansą, a on zawsze był zwolennikiem, żeby traktować je jako szansę.

– Różnica między polityką zagraniczną, którą ja realizowałem a dzisiejszą, jest taka, że kiedy zostałem premierem, to pierwszą wizytę zagraniczną złożyłem w Niemczech kanclerzowi Gerhardowi Schröderowi, druga wizytę zagraniczną złożyłem w Moskwie, panu Putinowi, trzecią wizytę zagraniczną w Waszyngtonie na spotkaniu z prezydentem Bushem. I czwartą wizytę zagraniczną w Watykanie, na spotkaniu z Janem Pawłem II. Czy państwo sobie wyobrażają, że dzisiaj to byłoby możliwe? – pytał Leszek Miller.

Jego zdaniem, będąc w takim punkcie geograficznym, powinniśmy się starać, żeby za wszelką cenę układać dobrosąsiedzkie stosunki i relacje ze wszystkimi, którzy są blisko nas, ale także z tymi, którzy są daleko, a stanowią o sile i rozwoju naszego kontynentu.

Nie pada słowo pokój

– Najważniejsze teraz są relacje z Ukrainą, bo Ukraina jest w stanie wojny, giną tysiące ludzi, zresztą po obu stronach, choć oczywiście to Rosja jest w tej wojnie agresorem. Wojna pochłania kolejne miliardy i zasoby. I gdybyście mnie państwo zapytali, jakie jest główne zadanie Polski w tej kwestii, to odpowiem, że dążenie do zagwarantowania pokoju. Najważniejsze jest to, żeby ludzie przestali się zabijać – mówił były premier.

Według niego, to, co się rzuca w oczy, jeżeli chodzi o polską politykę w tej sprawie, to brak jakiegokolwiek planu, który mógłby być zaczynem dyskusji, jak dojść do tego pokoju. A to jest sprzeczne z naszymi wcześniejszymi politykami, bo w Polsce pojawiały się takie plany, np. plan Rapackiego o strefie bezatomowej. Polska była też często obecna poprzez swoich żołnierzy w rozmaitych misjach Organizacji Narodów Zjednoczonych, które miały utrzymywać pokój.

– Zwracam więc uwagę, czy w wystąpieniach obecnych polskich polityków pada teraz słowo pokój? Nie zauważyłem. A o wojnie – tak, o pieniądzach - tak, o sprzęcie, który musi trafić na Ukrainę – tak. Ale słowo pokój jest nieobecne – podkreślił Leszek Miller

Polska będzie w ogonie?

Jego zdaniem, ten pokój prędzej czy później będzie miał miejsce, bo każda wojna się kiedyś zaczyna i kiedyś kończy.

– Tylko kiedy ten pokój zapanuje, to najwięcej do powiedzenia siłą rzeczy będą mieli ci, którzy zaproponowali projekty, plany, i te plany zostały zastosowane. A ci, którzy nie mieli nic do powiedzenia, będą w ogonach tych przemian i obawiam się, że to spotka Polskę. Zresztą po zachowaniach niektórych przywódcą ukraińskich można odnieść wrażenie, że my nie tylko im pomagamy, ale z ich punktu widzenia im przeszkadzamy. I najlepiej, żeby się od nas w jakiś sposób odcięli, a w każdym razie, żebyśmy nie mieli do nich żadnych pretensji – mówił były premier.

Dlaczego Ukraina nie chce prawdy o Wołyniu

I przeszedł do kwestii rzezi wołyńskiej, sprawy, która najbardziej obciąża stosunki polsko-ukraińskie.

– Wiemy, jak ważny dla Polski i Polaków jest spór o ekshumacje i o to, co się stanie ze szczątkami 100 tysięcy Polaków zamordowanych na Wołyniu, których kości leżą w dołach, w lasach, rzekach, studniach. Niepogrzebane, bez możliwości oddania im honoru przez państwo polskie i rodziny. Pewnie zadajecie sobie państwo pytanie, dlaczego Ukraińcy, czasem z taką zaciekłością bronią się przed tymi ekshumacjami? Co jest niedobrego w oczekiwaniu czy nawet żądaniu, żeby pogrzebać swoich rodaków – pytał Leszek Miller

I zaraz udzielił odpowiedzi.

– W moim głębokim przekonaniu jest kilka powodów. Po pierwsze skala mordów, od 100 do 150 tysięcy osób. Po drugie, rodzaj tych szczątków. Te ekshumacje zakończone niedawno to takie, w których 45 procent czaszek to czaszki dzieci, niektóre przebite gwoździami. Reszta tych kości to kości połamane, przetrącone, przerżnięte, co wskazuje, jaki okrutny rodzaj śmierci został zastosowany. I właśnie te dwie kwestie: skala i sposób zamordowania tych ludzi, dla władz ukraińskich są przerażające z oczywistych powodów. Boją się reakcji świata, gdyby to zostało upowszechnione – mówił były premier.

Przypomniał też, że jednocześnie, bez przeszkód, jeszcze od czasów, gdy Ukraina była częścią ZSRR, i teraz w czasie wojny, trwają tam ekshumacje żołnierzy niemieckich, których zginęło kilka milionów na obszarze dawnej Ukrainy. W Niemczech jest specjalna organizacja, która się tym zajmuje i nie ma żadnych przeszkód w swej działalności.

Szubrawcy i mordercy na pomnikach

– Czy w związku z tym można sobie wyobrazić, że kiedyś Ukraina zgodzi się ekshumacje wszystkich dołów śmierci z pomordowanymi Polakami? – pytał dalej Miller. – Tylko pod jednym warunkiem – zmiany obecnej władzy na Ukrainie. Przyjścia do władzy polityków, którzy nie będą więźniami ukraińskiego nacjonalizmu czy nazizmu. Niestety, po Majdanie w 2014 r., ten kurs i ta tradycja wygrała. Oni nie mogą pozwolić na to, by z jednej strony odkrywać całą prawdę o rzezi Polaków na Wołyniu, a z drugiej strony, ci którzy mordowali albo ci, którzy wydawali komendy, stoją na pomnikach w ukraińskich miastach, są patronami ulic, stadionów. Ci szubrawcy i mordercy są przedstawiani jako ukraińscy bohaterowie. A to się moralnie nie da pogodzić po prostu. Ale gdyby nastąpiła zmiana władzy na Ukrainie, i gdyby po tych banderowcach przyszli normalni politycy, wtedy to będzie możliwe – zaznaczył były premier.

Jaka będzie przyszła Ukraina?

Zwrócił też uwagę, jak rzadko w Polsce pojawia się dyskusja na temat przyszłości Ukrainy, z pytaniem, jaka będzie przyszła Ukraina. Na jakich podstawach się będzie opierać, jaki będzie jej ideowy i polityczny kościec.

– Uważam, że to jest dyskusja krępująca dla obecnych władz Polski, dlatego jej unikają, już nie mówiąc o władzach Ukrainy – podkreślił Leszek Miller.

Największym szkodnikiem jest Zełenski

Zadał też pytanie, dlaczego spada poparcie i sympatia dla Ukraińców w Polsce?

– Część naszych polityków odpowiada, że namnożyło się różnych organizacji, które sieją hejt itd. Według mnie jest inny powód. Największym szkodnikiem dla stosunków polsko-ukraińskich są władze Ukrainy, a zwłaszcza prezydent Zełenski. Jemu nikt nie kazał, żeby nazwał jedną z jednostek wojskowych imieniem bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii. A jednak zrobił to. Teraz tworzy panteon, święte miejsce każdego narodu, gdzie będą chowani różni ukraińscy bohaterowie. Mogę się z państwem założyć, że prędzej czy później pojawi się tam Stefan Bandera jako główny bohater. Jestem ciekaw, jaka będzie na to odpowiedź władz Rzeczypospolitej – mówił były premier.

Wy z Banderą do Unii nie wejdziecie

Jego zdaniem, tak czy inaczej, nie może być pojednania z Ukraińcami, bez rozwiązania tych najbardziej bolesnych kwestii. A dopóki Ukraińcy bronią się przed tym, żebyśmy my, jako Polacy, mieli prawo do pochowania szczątków swych rodaków, naszych braci i sióstr, to o żadnym pojednaniu być nie może.

– Jedynym polskim politykiem, który o tym mówił wprost, był, pewno się państwo zdziwicie, Lech Kaczyński, który prezydentowi Juszczence powiedział w oczy: „Wy z Banderą do Unii Europejskiej nie wejdziecie”. A nie wejdą dlatego, że Unia jest tak zbudowana, że tępi każdy przejaw nacjonalizmu, w tym także tego nacjonalizmu banderowskiego, który króluje na Ukrainie. Bardzo żałuję, że ze strony polskich polityków, to co powiedział Lech Kaczyński, nie pada na każdym spotkaniu z politykiem ukraińskim. Oczywiście, nikt nie ma prawa, żeby dyktować, jakich mają mieć bohaterów, ale my mamy prawo, żeby was nie wpuścić do Unii Europejskiej, jeśli z takimi bohaterami chcecie do niej wejść – podkreślił Leszek Miller.

V kolumna z posłem Kowalem

Potem odpowiadał na pytania z sali i kolejne zadawane przez Andrzeja Szlęzaka. Mówił m.in., że Ameryka i w ogóle Zachód popierały Majdan, bo był bardzo antyrosyjski, że polskie władze nastawiły się na bezwarunkową pomoc dla Ukrainy, choć miały wiele narzędzi, by ją warunkować.

Jednocześnie zaprzeczał, by był antyukraiński (jego wnuczka jest pół-Ukrainką), ale nie może milczeć, gdy polskie interesy w relacjach z Ukrainą są tak poważnie narażane na szwank. Tu powiedział wprost o „piątej kolumnie” Ukrainy w Polsce, na której czele – jego zdaniem - stoi podkarpackim poseł KO, Paweł Kowal.

Pokój na wojennych granicach

Miller podkreślał też, że nie zgadza się z opinią, że w tej wojnie Ukraina broni Polskę i Europę przez Rosją.

– Ukraina nie broni Polski przed Rosją. Nas chroni najsilniejszy sojusz wojskowy na świecie, czyli tarcza NATO – mówił były premier.

Zaznaczył również, że uchodźcy z Ukrainy, którzy przebywają są w Polsce legalnie, jeśli szanują miejscowe zwyczaje i polskie prawo, jeśli nie tworzą zamkniętych społeczności, ale się asymilują, mogą sobie spokojnie żyć. Ale jeśli łamią prawo, to powinni być deportowani.

Jego zdaniem, nowe ukraińsko-rosyjskie granice pobiegną wzdłuż linii frontu, co dla Ukrainy, która traci w ten sposób 20 proc. terytorium, dziś jest nie do przyjęcia. Ale nawet niesprawiedliwy pokój jest lepszy od wojny i zabijania. A granice można zmienić w przyszłości.

Mówił także o tym, dlaczego Polska nie ma swoich wpływów i stronnictw, swoich lobby w Ukrainie, Rosji, Białorusi.

– Bo nic dla nich nie znaczymy, do niczego nie jesteśmy im potrzebni – powiedział Leszek Miller. I przypomniał słowa Romana Dmowskiego, że nie brakuje w Polsce Polaków, którzy bardzie nienawidzą Rosji, niż kochają Polskę.

Do czynnej polityki już nie wróci

Były premier zapytany został także o to, czy wrócim jeszcze do czynnej polityki, co musiałoby się stać, by taki powrót nastąpił. – Proszę przekonać moją żonę – odpowiedział Andrzejowi Szlęzakowi.

W tej sprawie złożył na koniec przed zebranymi na sali swoiste przyrzeczenie, że już nigdy nie będzie kandydował do żadnego parlamentu i do czynnej polityki nie wróci.

Owszem, będzie komentatorem, obserwatorem, autorem książek, ale ku radości najbliższych, odrabiać będzie teraz dla rodziny czas, który zabrała mu polityka.

O czym jest ten „Alfabet”

Przy okazji spotkania z byłem premierem można było kupić jego najnowszą książkę „Alfabet Millera”.

– To nie żadna encyklopedia ani historyczny podręcznik. To są moje uwagi, moje refleksje i wspomnienia w odniesieniu do ludzi, których spotykałem na przestrzeni lat, i do zjawisk, które obserwowałem lub tworzyłem – powiedział były premier.

Oceń artykuł: 
Aktualna ocena:  5.0

Udostępnij artykuł:

Oceń artykuł: 
Aktualna ocena:  5.0

Komentarze

Marian - Niepokorny
2026-08-29 10:56:32
Pan Miller nie jest dla mnie osobą godną. Tylko szkoda, że nikt z obecnych nie zadał pytania o sprawy w Stalowej Woli, a między innymi o nadanie nazwy ulicy komuniście. Jaka by była odpowiedź. Ale czego można oczekiwać od osób ze środowiska Pana Szlęzaka. Ten temat jest zmorą.

Dodaj komentarz

Wpisz nazwę użytkownika
Wpisz treść wiadomości
REKLAMA
logo logo

Sztafeta w nowej odsłonie – szybkie newsy, lokalne historie i wszystko, czym żyje Stalowa. Zawsze na bieżąco, zawsze po sąsiedzku.

Mieięcznik Sztafeta

Dołącz do stałych czytelników

Kliknij i dowiedz się jak możesz zamówić stałą prenumeratę naszej gazety!

Zamów prenumeratę

Wydawnictwo Sztafeta Sp. z o.o.

Al. Jana Pawła II 25A/1010
37-450 Stalowa Wola

15 810 94 00 (Redakcja)

redakcja@sztafeta.pl

Twój koszyk

{{ formatPrice(item.price) }} zł
Suma: {{cart.total}} {{cart.currency=='PLN'?'zł':''}}
Realizuj zamówienie
Nie masz żadnych produktów w koszyku. Przejdź do sklepu