Pod jednym z bloków na Ozecie w Stalowej Woli, gdzie 39 lat temu znaleziono ciało Zbigniewa Tokarczyka, od siedmiu lat stoi poświęcona mu pamiątkowa tablica: W tym miejscu 24 lutego 1984 r. został zamordowany śp. Zbigniew Tokarczyk działacz Solidarności – głosi napis. W latach 2019-2021 nikt nie składał tu jednak kwiatów, nie zapalał zniczy. Rok temu wieniec złożyli tylko przedstawiciele Rady Miejskiej Stalowej Woli. Podobnie będzie w tym roku.
23 lutego 1984 roku, Zbigniew Tokarczyk, pracownik Elektrowni, wracał z delegacji do Poznania. Z przystanku na Ozecie, gdzie wysiadł ok. godz. 23, do domu miał ledwo kilkadziesiąt metrów.... Leżące twarzą do ziemi ciało znaleziono ok. godz. 6 rano, 24 lutego. Podejrzenia o spowodowanie śmierci od razu zwróciły się w jedną stronę.
Jak i dlaczego zginął
Tokarczyk od kilku lat był wtedy inwigilowany i szykanowany przez stalowowolską Służbę Bezpieczeństwa. Mimo wielu śledztw, także tych po 1989 r. (te w czasach PRL-u nie mogły oczywiście wskazać jako sprawców funkcjonariuszy SB), nie ustalono dokładnych okoliczności jego śmierci, a po sekcji zwłok, jako przyczynę podano bardzo ogólną „ostrą niewydolność krążeniowo-oddechową”. Nie ustalono jednak, co było jej przyczyną. Ale ujawniono zasinienia w okolicy żeber i stłuczenia na prawym płacie płuca, wskazujące na pobicie. Stwierdzono też zawartość alkoholu w organizmie (1,2 promila we krwi, 2 promile w moczu). Ale w opinii biegłych zauważono, że wyniki te nie mogą być uznane za wiarygodne, jako że próbki przesłane do badań były w daleko posuniętym stanie rozkładu. O tym, że Zbyszek został pobity i zamordowany przez SB, przekonany był i jest m.in. jego brat, Jerzy Tokarczyk. Powoływał się m.in. na ustalenia IPN i funkcjonariuszy z Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie, którzy uzyskali operacyjnie informację, iż sprawcą śmierci Zbigniewa Tokarczyka był Mirosław J., ówczesny zastępca naczelnika Wydziału V Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Stalowej Woli. Przesłuchiwany w tej sprawie J. zaprzeczył, by miał cokolwiek wspólnego z inwigilacją i śmiercią Tokarczyka. Po latach kategorycznie zaprzeczył swojemu domniemanemu udziałowi w tej sprawie także w rozmowie ze „Sztafetą”. W sprawie zgonu Zbigniewa Tokarczyka nie ma dziś stuprocentowych dowodów na poparcie tezy o morderstwie, ale też IPN nie wyklucza, że mogło do niego dojść. Sceptycy, w tym niektórzy dawni działacze „Solidarności”, wskazują jednak, że zmarły nie był aż tak ważną postacią stalowowolskiego podziemia, by SB miała się na niego zamachnąć, że był to jednak splot nieszczęśliwych okoliczności.Nagroda, której nie było
W 2017 r. Jerzy Tokarczyk zwrócił się do władz Stalowej Woli i dyrekcji miejscowej elektrowni o ustanowienie miliona zł nagrody za wskazanie sprawców śmierci jego brata (miało to złamać zmowę milczenia wśród esbeków). Ale ani miasto, ani elektrownia na przystały na to, tłumacząc, że nie mają do tego tytułu prawnego. Sprawa nagrody bardzo poróżniła też rodzinę Zbigniewa Tokarczyka, a szczególnie jego syna Marka i Jerzego Tokarczyka. Publicznie padały bardzo ostre słowa (syn był przeciwny temu pomysłowi), ale po jakimś czasie doszło do pojednania i Marek poparł inicjatywę stryja. Tak czy inaczej, nagrody nie ustanowiono.Wielka uroczystość i spory o upamiętnienie
W lutym 2016 r., obok domu, gdzie mieszkał Zbigniew Tokarczyk i gdzie znaleziono jego ciało, odsłonięto uroczyście pamiątkową tablicę umieszczoną na niewielkim cokole (wcześniej na bloku wisiała skromna tabliczka). W tym miejscu 24 lutego 1984 r. został zamordowany śp. Zbigniew Tokarczyk działacz Solidarności – czytamy na tablicy. Uroczystość była bardzo podniosła, uczestniczyła w niej rodzina zmarłego oraz m.in. prezydent Stalowej Woli Lucjusz Nadbereżny i poseł Rafał Weber, były poczty sztandarowe „Solidarności”. Przez lata w kościele na Ozecie zamawiano też mszę św. w intencji śp. Zbigniewa Tokarczyka.
Luty 2016 r. Uroczystość odsłonięcia tablicy
Komentarze