0.0 / 5
30 stycznia 2022

Proces o czary w Ulanowie

REKLAMA
W 1786 roku sąd przy ulanowskim magistracie rozpatrywał niecodzienną sprawę. Obywatelka miasta, Stanisławowa Gziczka, oskarżyła o pobicie Wojciecha Łabęckiego. Ten oskarżył Gziczkę o czary.
Ta historia bierze swój początek w wydarzeniach, które rozegrały się 19 maja 1786 roku tuż przy miejskim ratuszu. W piątkowy poranek tego dnia żona sławetnego pana Stanisława Gziczka wybrała się na ulanowski Rynek. Kobieta prowadziła tam stragan, na którym sprzedawała chleb. Wychodzącą z domu handlarkę zaczepił mieszczanin Wojciech Łabęcki. Był pijany i nie miał pokojowych zamiarów. Pomiędzy sąsiadami od miesięcy narastał konflikt. Sprawa dotyczyła sporu o ogród. Pobicie na Rynku O tym co się wydarzyło tego dnia tak zeznawał podczas rozprawy 27 maja 1786 roku Stanisław, mąż Gziczki: „Żona moja z domku swego na Rynek do chleba wychodziła, a Łabęcki z domu wyszedłszy wołał na nią: Poczekaj spróbuję się z tobą! Żona odpowiedziała: Ja nie chłop (żeby) próbować się z tobą. Łabęcki szedł za nią aż pod ratusz, żona za ladą usiadła, Łabęcki mówił do niej: twój to ogród? Żona odpowiedziała: jakby twoja Kazylowka. Łabęcki rozgniewany porwał żonie niecki z chlebem, który na ziemię spadł, stosurem w głowę uderzył, niecki żona swoje odebrała, a Łabęcki innych stragarek niecki z chlebem, kukiełkami, krupami pochwycił i na ziemię rozsypał, a żonę cztery lub pięć razy stosurem w głowę uderzył.” Chciała diabła nasłać Stanisławowej Gziczkowej udało się wyswobodzić oprawcy i próbowała uciec z Rynku. Jednak Wojciech Łabęcki zdołał kobietę dogonić. Uderzył mieszczankę pięścią w głowę. Kobieta zemdlała i upadła na ziemię. Wtedy Łabęcki dalej „bił, tłukł, mordował, aż mieszczanie onego od żony oderwali, a omdlałą na wóz wzięto i do domu zawieziono”. To zeznania jednej strony. Sąd w obecności sławetnego pana wójta Łukasza Centarowicza, sławetnych panów burmistrzów Marcina Kościółka i Marcina Nicałka oraz sławetnych panów ławników Mateusza Janika i Michała Gutka przesłuchał również krewkiego mieszczanina Łabęckiego. A ten wybrał sprytną linię obrony, która nadała procesowi zupełnie inną kategorię. Zeznał, że powodem pobicia Gziczki był nie tyle spór o ogród, ale to, że Stanisławowa „przegrażała się na mnie diabła nasłać”. Łabęcki wyjaśniał dalej, że „natenczas pijany byłem i nie pamiętam ile razy uderzyłem oną, że zaś Gziczka bałamuctwem bawi się, dowodzę.” Po czym Łabęcki przedstawił ulanowskiemu sądowi zaświadczenie z magistratu sąsiedniego Rudnika. Dokument potwierdzał, że kobieta starała się „na Frydryka Pucka biesa nasłać i o to w Rudniku od magistratu do więzienia wzięta była.” To nie wszystko. Łabęcki powołał świadków. Błażejowa Dołowa zeznała, że Gziczka swojego zięcia Wincentego Pendraka namawiała, by stodołę Łabęckiego puścił z ogniem. Z kolei mieszczanin Grzech Możdżech potwierdzał, że „syn Gziczki, Jan Gzik szukał u wróżki (jak) djabła na mnie nasłać, ja zaś spodziewając się i obawiając od Gziczki jakowego nieszczęścia, która mnie zawsze szkalowała i zawsze przegrażała się, przymusiła mnie iż onę pobiłem.” Ośm razy w głowę uderzona Sąd ponownie zajął się sprawą 3 czerwca. Wysłał ławników Gutka i Janika do domu Stanisławowej by zorientowali się jaki jest jej stan zdrowia. Gziczka pożaliła się, że obrażenia są tak dotkliwe, że może „dwóch niedziel nie doczekać (…), a od Łabęckiego pijanego na rynku na ziemi ośm razy w głowę uderzona była, prócz stosurów nieckami pod ratuszem.” Po tym rozeznaniu magistracki sąd nakazał Wojciechowi Łabęckiemu „aby zaraz na dniu dzisiejszym (…) felczera z krajzantu z Rzeszowa do Ulanowa sprowadził na uznanie słabości zdrowia jej, czyli żyć będzie po tym zbiciu głowy i może być na zdrowiu ratowana, czyli przyjdzie jej umierać.” Rozstrzygnięcie zarzutów względem „Stanisławowej Gziczce, która przegrażała się biesa nasłać etc., sąd dylatuje i suspenduje dla słabości zdrowia jejże.” Takie orzeczenie oznaczało zawieszenie wątku dotyczącego czarów i dało sądowi czas na zastanowienie się co dalej. W tamtych czasach oskarżenie o czary wciąż groziło obwinionemu spaleniem na stosie. Wyrok za pobicie Ostateczna decyzja magistrackich sędziów dotknęła obu stron konfliktu. Podczas następnej rozprawy sąd potwierdził, że Łabęcki wypełnił nałożone na niego zobowiązanie sprowadzenia felczera. Wprawdzie felczer przybył nie z Rzeszowa, a z Rozwadowa, ale to sądowi nie robiło różnicy. Ważne, że medyk „przy magistracie ulanowskim przytomnym zrewidowawszy dał świadectwo na piśmie, iż Stanisławowa Gziczka żadnego znaku pobicia ani na głowie, ani na nodze nie ma, a lubo w łóżku leży, to nie z bicia tylko ze złości udając wielką słabość.” Mimo tej opinii „biegłego” sąd uznał, że Łabęcki, (którego sprowadzenie felczera z Rozwadowa kosztowało już 33 złotych polskich) za pobicie ma poszkodowanej wypłacić odszkodowanie 20 złotych polskich. Na tym nie koniec. Na Łabęckiego posypały się kolejne grzywny: „na kościół farny Ulanowski wosku funtów 5, do kościoła św. Trójcy wosku funtów 3, sądowi grzywien 6, stragarkom szkody w chlebie, krupach poczynione ma zapłacić.” Skazana za czary Do rozstrzygnięcia pozostała najbardziej kontrowersyjna kwestia. Oskarżenie o czary w tamtym czasie to była poważna sprawa. Jednak sąd nie powołał się na artykuł XIII prawa magdeburskiego, który oskarżonej groził stosem. Magistraccy sędziowie powołali się na kolejny zapis kodeksu „podług prawa Saxonu Articulo 14, którzy się z czarownikami i gusłami bawią piszącego: gdy się pokaże iżby kto takowej rzeczy innego uczył, albo komu groził, albo podejrzany pokazał się słowy, obyczajem, postawą, takowy surowo karany być powinien.” Werdykt brzmiał: „Stanisławowa Gziczka na naukę do Rozaczki do Rudnika po gusła biegając(…) już się podejrzaną z synem Janem Gzikiem uczyniła i pokazała słowy, obyczajami, przegrażając się ludziom szkodzić na życiu, a lubo słusznych dowodów niemasz, aby kogo zgubiła na fortunie i życiu, jednakowo iż do złych ludzi czarami bawiących się udawała się, przeto sąd Stanisławowej Gziczce pokuty naznacza, aby w kościele na mszy św. przez 5 sierod krzyżem leżała.” Dodatkowo sąd nakazał jej mężowi Stanisławowi przekazać na rzecz kościoła pięć funtów wosku i zwrócić Łabęckiemu 20 złotych polskich za sprowadzenie felczera. Zaś Łabęcki ma zwrócić Gzikowi 4 zł. i 12 gr. z tytułu kosztów sądowych. Obie strony sporu mają się też wzajemnie przeprosić.

Stanisławowa Gziczka została skazana z artykułu XIV „prawa Saxonu”

Na koniec sąd zagroził Gziczce i jej synowi Janowi, że gdyby w przyszłości „przegrażaliby się komu na życiu, fortunie szkodzić” trafią przed oblicze wyższej instancji. Autor Bartłomiej Pucko
Oceń artykuł: 
Aktualna ocena:  0.0

Udostępnij artykuł:

Oceń artykuł: 
Aktualna ocena:  0.0

Komentarze

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Wpisz nazwę użytkownika
Wpisz treść wiadomości
REKLAMA
logo logo

Sztafeta w nowej odsłonie – szybkie newsy, lokalne historie i wszystko, czym żyje Stalowa. Zawsze na bieżąco, zawsze po sąsiedzku.

Mieięcznik Sztafeta

Dołącz do stałych czytelników

Kliknij i dowiedz się jak możesz zamówić stałą prenumeratę naszej gazety!

Zamów prenumeratę

Wydawnictwo Sztafeta Sp. z o.o.

Al. Jana Pawła II 25A/1010
37-450 Stalowa Wola

15 810 94 00 (Redakcja)

redakcja@sztafeta.pl

Twój koszyk

{{ formatPrice(item.price) }} zł
Suma: {{cart.total}} {{cart.currency=='PLN'?'zł':''}}
Realizuj zamówienie
Nie masz żadnych produktów w koszyku. Przejdź do sklepu